headerphoto

Czytelnia

Monar w mediach - archiwum 2001-2004

 

Tłoczno w stołecznych noclegowniach

W warszawskich noclegowniach zaczyna brakować wolnych miejsc. Bezdomni śpią już na korytarzach.

Tłoczno jest na przykład w stu-osobowej noclegowni Stowarzyszenia Pomocy Bezdomnym przy ul. Przyce i Praskim Centrum Pomocy Bliźniemu przy ul. Kijowskiej. Zaledwie kilka wolnych miejsc można znaleźć w Domu Pomocy przy ul. Mszczonowskiej lub we Wspólnocie "Chleb Życia" przy ul Stawki. Telefony bez przerwy dzwonią również w największej stołecznej noclegowni "Markot" przy ul. Marywilskiej. Tutaj - na szczęście - na dach nad głową może wciąż liczyć jeszcze kilkadziesiąt osób. Mimo braków wolnych miejsc - władze miasta uspokajają. W przyszłorocznym budżecie miasta na pomoc bezdomnym zapisano 6 mln. zł, czyli nawet o jeden milion więcej niż w tym roku.

21.12.2004, RDC

Samotne matki z dziećmi marzną

Mieszkańcy Domu Samotnych Matek z Dziećmi, prowadzonego w Tuchowie przez MONAR-MARKOT, potrzebują wsparcia. W budynku, który sami wyremontowali, działa centralne ogrzewanie, ale brakuje pieniędzy na opał. Każdy, kto chciałby pomóc, może kontaktować się z Urzędem Gminy w Tuchowie.

W tym domu znajdują schronienie przede wszystkim kobiety, samotnie wychowujące dzieci. Zdarza się jednak, że dach na głową znajdują tutaj na jakiś czas opiekujący się swoimi dziećmi mężczyźni.

To będzie już trzecia zima Markotu w Tuchowie. Zdarza się, że w pomieszczeniach spada temperatura, ale na szczęście nie brakuje wokół gorących serc. Przez trzy lata mieszkańcy tego domu doświadczyli wiele życzliwości ze strony mieszkańców Tuchowa.

Być może to będą ostatnie święta bez bieżącej wody, którą na razie dowożą tutaj strażacy. Lada moment rozpocznie się także remont pomieszczeń na piętrze, w których urządzone zostaną mieszkania socjalne.

25.11. 2004, TVP

 

Ponad 155 tys. zł. zebrano podczas Dnia Kotana

155 tys zł udało się zebrać podczas trzeciej edycji Dnia Kotana. Wielki koncert, który odbył się na Placu Defilad w Warszawie 9 października, zgromadził tych, którym bliska była idea Marka Kotańskiego. Radio Dla Ciebie współorganizowało imprezę.

Największą kwotę ofiarowali posiadacze telefonów komórkowych. Wpływy z SMS - ów to 124 tys. zł., dodatkowo sprzedano ponad 2 tys. sztuk srebrnych i miedzianych monet o nominale 1 KOTAN za 7 tys. zł. Specjalną płytę wydaną z okazji Dnia Kotana kupiło ponad 8 tys. osób. Całkowity dochód z koncertu zostanie przekazany dla stowarzyszenia MONAR.

22.10.2004, RDC

 

O "Markocie" słów kilka...

Wkrótce Dom Samotnej Matki z Dzieckiem Ludzi Bezdomnych w Kokotku, zwany również Markotem święcić będzie 10 lat swojego istnienia. Szmat czasu. Raz bywało lepiej raz gorzej. Ludzie jakoś tam żyli. Od niedawna jednak trwają intensywne prace, aby to "jakoś" zastąpić słowem "godnie". Słysząc Markot zaraz myślimy o twórcy tego przedsięwzięcia Marku Kotańskim i, co za tym idzie, o narkomanach. Jednak nie każdy wie, ze Markot, to nie przytulisko dla narkomanów, lecz miejsce, gdzie swój kąt mogą znaleźć ludzie, którym w życiu coś się nie powiodło. Samotne matki z dziećmi, rodziny, które straciły wszystko, a także "zwykli" bezdomni. Mieszkańcy Markotu próbują integrować się ze środowiskiem, w którym mieszkają. Służą temu choćby akcie "Sprzątania świata", ochrona stawów rybnych czy przypilnowanie działek letniskowych podczas jesiennych i zimowych miesięcy. Nie chcą w oczach społeczeństwa uchodzić za margines i ludzi, nad którymi trzeba się litować. Jak powiedział nam Janusz Zyga - obecny kierownik ośrodka- z każdego człowieka można wyciągnąć coś dobrego, bo Doro jest w każdym z nas. W naszym domu ściera się wiele różnych charakterów, czasami wybuchają kłótnie. Ale jest to normalne, przecież wszyscy tu żyjemy. Chcemy z tego ośrodka stworzyć prawdziwy dom. Taki, w którym dzieci mogłyby spokojnie mieszkać i gdzie czułyby się bezpiecznie. Choć staramy się im stworzyć jak najbardziej zbliżone do domowych warunki, dzieciństwo spędzone w Markocie nie jest dzieciństwem prawdziwym siłą rzeczy w naszym domu mieszkają różni ludzie. Niektórzy z nich uważają, ze praca nikomu nie jest potrzebna, bo zawsze znajdzie sienny sposób, żeby przeżyć. Dlatego do sukcesów ośrodka zaliczyć możemy moment, gdy jeden z jego mieszkańców Jarosław Szłyk otrzymał stała pracę w lublinieckiej firmie budowlanej Hagar lub też dzień, gdy rodzina z trójką dzieci doczekała się własnego mieszkania. Opiekunką wszystkich domów należących do Markotu jest Jolanta Łazuga- Koczurowska - dodaje Janusz Zyga- Kobieta o wielkim sercu i niewyczerpalnych pokładach troski o dobro podopiecznych. Zawsze w pełni dyspozycyjna, chętna do pomocy. To dzięki niej po śmierci Marka Kotańskiego odżyła idea pomocy ludziom, którzy tej naszej pomocy najbardziej potrzebują.

8.10.2004 Nowiny Lublinieckie

 

Deweloper pomaga Monarowi

Jeden z największych polskich deweloperów J.W. Construction zawarł porozumienie z Monarem. Od pierwszego sierpnia 15 podopiecznych Domu Samotnej matki "Bajka" wykonuje prace porządkowe i sprząta mieszkania w blokach budowanych przez firmę.

Kobiety zatrudnione są na podstawie umowy o pracę. Dostają tyle samo, ile inne sprzątaczki. Oprócz tego mają zapewniony transport do pracy i z powrotem.
Nie dajemy samotnym matkom ryb, tylko wędkę- tłumaczył na konferencji Janusz Wojciechowski właściciel firmy. - jeśli sobie poradzą zatrudnimy więcej pensjonariuszek Monaru.
Wojciechowski widzi w tym dla swojej firmy dobry interes.- Być może za jakiś czas te kobiety będzie stać na kupno na kredyt małego mieszkania właśnie w naszej firmie. Pomożemy im zrealizować ten plan.
J.W. pomoże też Monarowi w walce o pieniądze z Unii Europejskiej. Chodzi o kilka milionów euro z programu Equal. Monar potrzebuje ich, żeby zakładać tzw. spółdzielnie socjalne dla swoich pensjonariuszy. J.W. Construction służyć ma fachową rada przy tworzeniu mieszkaniowej spółdzielni socjalnej.

11.08.2004 Gazeta wyborcza

 

Wakacje i narkotyki

Wielu młodych ludzi w czasie wakacji sięga po raz pierwszy po narkotyki. Nie zdają sobie sprawy z zagrożenia i konsekwencji. By chronić dzieci, krakowski MONAR rozpoczął szkolenia opiekunów i wychowawców kolonii. Terapeuci uczą jak skutecznie walczyć z narkomanią.

Narkotyki można kupić wszędzie, także podczas wakacji. "Jeżeli ktoś chce kupić to nie jest to trudne - mówią młodzi ludzie - Zawsze się znajdą tacy ludzie, którzy będą chcieli zarobić. Każdy ma dostęp, wie gdzie przebywają takie osoby, to nie jest taka wielka tajemnica".

Wakacyjnej inicjacji sprzyja brak kontroli, zdarza się jednak, że podczas niewinnych z pozoru wyjazdów na biwak czy pod żagle dziecko po raz pierwszy zapali marihuanę czy zażyje amfetaminę. Nie można się łudzić, że nie spróbuje.

Dzieci nie rozumieją zagrożenia, powagi tego co może się zdarzyć. Im się wydaje że to jest zabawa, że mogą zażyć narkotyk raz czy dwa i nic się dzieje. Tymczasem nic podobnego.

Takie zachowanie to prosta droga do uzależnienia, dlatego specjaliści radzą, aby rozmawiać o tym z dziećmi otwarcie. To jedyna metoda, aby uchronić dziecko przed narkotykami.

Zdaniem specjalistów dzieci często wiedzą na ten temat więcej od rodziców, którzy demonizują ten problem, czasem zabraniając dzieciom gdzieś chodzić. A przecież dealer to nie jest osoba, która wciągnie dzieci do bramy ale kolega, który poczęstuje i powie weź, będzie fajnie.

Wiele zależy od przygotowania osób, którym oddajemy nasze pociechy pod opiekę. Terapeuci z krakowskigo MONARU zdecydowali się w czasie wakacji rozpocząć specjalne szkolenia dla wychowawców kolonii i obozów, a także organizatorów letniego wypoczynku w mieście.

Na wszystkich, którzy chcieliby się lepiej przygotować do ewentualnego zetknięcia z tym problemem, specjaliści czekają pod numerem telefonu 430 61 35.

04.07.2004, TVP

 

Wakacje pod parasolem Monaru

Nie biorę i jutro też nie wezmę" - to hasło letniej kampanii antynarkotykowej zainicjowanej przez Monar. Kampania skierowana jest głównie do dzieci i młodzieży rozpoczynających właśnie wakacje
.

Co czwarty młody człowiek przyznaje się, że palił marihuanę. Terapeuci Monaru chcą dotrzeć do młodzieży zanim zrobią to narkotykowi dilerzy. W liście otwartym, skierowanym m.in. do ministra edukacji narodowej i sportu, mazowieckiego kuratora oświaty oraz mediów Monar przedstawił założenia letniej kampanii antynarkotykowej.

W ramach akcji Monaru - począwszy od 11 czerwca do 13 sierpnia - w siedzibie poradni w Warszawie przy ul. Hożej 57 zorganizowano zajęcia seminaryjne dla kadry placówek letniego wypoczynku. Ponadto od 22 czerwca do 28 sierpnia w siedzibie poradni prowadzone będą dyżury telefoniczne dla potrzeb kadry oraz uczestników kolonii i obozów. Sporządzony będzie też rejestr placówek letniego wypoczynku, które zgłoszą chęć uczestniczenia w akcji.

Poradnia deklaruje gotowość wyjazdu swoich terapeutów wolontariuszy na każde wezwanie kadry lub uczestników placówki letniego wypoczynku. Akcja ma być początkiem całorocznego przedsięwzięcia, którym Monar chce objąć od września szkoły w całej Polsce.

Monar apeluje do instytucji, do których skierował list, o finansowe wsparcie oraz o honorowy patronat nad akcją.

Poradnia Monaru deklaruje gotowość wyjazdu swoich terapeutów wolontariuszy na każde wezwanie kadry lub uczestników placówki letniego wypoczynku

22.06.2004 TVP

 

Dar MON dla Monar Markot

MON ofiarował Centrum Pomocy Bliźniemu Monar-Markot przy ulicy Marywilskiej leki i środki opatrunkowe warte ponad sto tysięcy złotych.

Wojsko - bezdomnym tak propagandowo można by potraktować to wydarzenie. Na szczęście MON nie robi tego na pokaz. Przekazane leki przeciwbólowe i wzmacniające oraz opatrunki to część zbytecznego w czasach pokoju zapasu mobilizacyjnego naszej armii.

Dary zostaną rozesłane do ośrodków monarowskich w całym kraju. Cześć pozostanie jednak jako zaopatrzenie coraz prężniej działającego szpitala i hospicjum przy Marywilskiej.

Być może to początek współpracy MON-MONAR. Już w maju na Marywilskiej ma trafić następny transport środków medycznych z wojskowych zapasów.

Centrum Pomocy Bliźniemu ma jeszcze jeden powód do radości. Władze miasta przedłużyły o trzy lata dzierżawę gruntu przy Marywilskiej i to za symboliczny czynsz.

26.02.2004, TVP

 

Lekcja życia

Każdy z nas od czasu do czasu zdaje egzaminy, lojalności, pomysłowości, moralności, coraz częściej również z tolerancji. Egzaminy te, choć nie należą do najłatwiejszych, da się zdać. Jest jednak jeden egzamin, który bardzo łatwo można oblać przez ignorancję - egzamin z empatii. Wczucie się w położenie drugiego człowieka, jego codzienne troski i cierpienie nie jest łatwe, a dla wielu nieprzyjemne. Ale z pewnością możliwe.
Andrzej Ślażyński, kierownik znajdującego się w przejściu podziemnym obok toru wyścigów konnych na Służewcu Mokotowsko - Ursynowskiego Centrum Wychodzenia z Bezdomności MARKOT II, celująco zdał ten egzamin. Markot jest prawdziwą szkołą życia, szkołą, w której egzaminy zdaje się codziennie. Z wiary w siebie i innych, w bezdomnych oraz w darczyńców. Przychodzi tu każdy, kto nie ma dachu nad głową ani pieniędzy na chleb. Ślażyński zapewnia, że każdy potrzebujący dostanie ciepłą strawę, i że nikt nie zostanie pozostawiony bez pomocy. Codziennie od 14 do 16 wydawane są ciepłe posiłki dla najbiedniejszych.
A potrzebujących jest wielu, szczególnie zimą. "Około 40-50 osób" - opowiada kierownik. Przebywający na stałe w noclegowni muszą mieć jakąś pracę lub jej szukać. Praca jest właściwie jedynym sposobem na wyjście z bezdomności. W noclegowni trzeba przestrzegać jeszcze jednej zasady - nie wolno tu wnosić i spożywać napojów alkoholowych.
"Na dzień dzisiejszy jesteśmy przygotowani na przyjęcie zimy" - mówi Ślażyński, podkreślając, że w takim miejscu jak to nie da się niczego zaplanować z wyprzedzeniem. Jest wdzięczny Agencji Rynku Rolnego, która przekazała ośrodkowi znaczną ilość żywności. Z radością wspomina o aktywnej pomocy Ursynowian, która, jak twierdzi "wynosi 100 procent". Zapewnia, że przydaje się wszystko, co przynoszą Ursynowianie. Nie ma znaczenia, czy ktoś przyjdzie np. z jednym kocem czy jedną kurtką, liczy się każdy dar serca i przyjmowany jest z taką samą wdzięcznością. Jak podkreśla Ślażyński, jeśli jakichś artykułów byłoby bardzo dużo, ośrodek podzieliłby się nimi z innymi placówkami społecznymi. Potrzebujących jest tak wielu, że nic się nie zmarnuje, dlatego ważna jest każda - nawet najmniejsza pomoc. Mieszkający w ośrodku przyjmują ją z wielką wdzięcznością. Nie skarżą się na biedę i z pokorą przyjmują to, co przynosi nowy dzień. Doceniają każdą pomoc.
Kierownik zwraca uwagę na pewną kwestię. Coś, co dla "zwykłych" ludzi jest oczywiste, nie jest oczywiste dla przebywających w ośrodku. Ślażyński opowiada, że zdarza się, że ktoś ma do ofiarowania pewne dary, ale trzeba po nie przyjechać. Nikomu nie przyszłoby zapewne do głowy, że może nie być pieniędzy na benzynę. Kierownik przytacza jeszcze inną sytuację. Ludzie chętnie dzielą się z bezdomnymi jedzeniem, ale czasem nie ma go jak przygotować. Ostatnio potrzebny jest duży, 50 lub 100 litrowy garnek. Komu coś takiego przyszłoby do głowy?
Jest coś, co martwi szczególnie. Pośród całej hojności "zwykłych" mieszkańców Ursynowa, którzy przychodzą z darami do ośrodka, zadziwia (a może i nie) obojętność lokalnych władz. Zapytany, czy przybył tu kiedyś jakiś radny, kierownik zastanawia się przez chwilę i odpowiada, że nie. Według niego zainteresowanie radnych bezdomnymi wynosi 0. Widać, że politycy nie potrafią zdać egzaminu z prawdziwego życia. Co oni mogą o tym wiedzieć będąc tak daleko? Traktują się jak kogoś lepszego, kogo problem bezdomności nigdy nie będzie dotyczył. Niestety, nie zdają sobie sprawy, że problem ten może dotknąć każdego z nas, niezależnie od wykształcenia czy statusu społecznego. Wystarczy czasem jedno złe wydarzenie i można stracić wszystko...
Martwi nie tylko obojętność polityków, ale również mediów. Zajęte bieżącymi wydarzeniami politycznymi zarówno światowymi, jak i krajowymi, zdają się pomijać problem bezdomności. A ludzie powinni zobaczyć prawdziwe życie, choć raz spojrzeć w oczy bezdomnemu. Wszystko zyska wtedy nowe znaczenie. Układy i praca staną się pusto brzmiącymi słowami. Pieniądze i wyścig szczurów wydadzą się tyle absurdalnym pomysłem, ile śmiesznym. Ludzie powinni spojrzeć w oczy bezdomnemu. Może wtedy coś zrozumieją... Telefon do Mokotowsko - Ursynowskiego centrum wychodzenia z bezdomności: 843-84-03

Barbara Kamińska
Pasmo Metro, Tygodnik Ursynowsko- Natolińskiego Towarzystwa Społeczno Kulturalnego nr 1(802) 07.01.2004

 

Żelazno kontra Monar

Na temat budowy ośrodka Monaru dla dzieci sprawiających trudności wychowawcze wypowiadali się w niedzielę w referendum mieszkańcy Żelazna w gminie Kłodzko. Głosowanie poprzedził protest i blokada pałacu, w którym miała powstać placówka.

Placówka miała powstać w pałacu, który PCK - mieszkańcy Żelazna nie wiedzieli o tym - wydzierżawił Monarowi. To doprowadziło do protestu, blokady pałacu i w efekcie niedzielnego referendum.

Referendum jest efektem kompromisu, jaki zawarto przed miesiącem podczas burzliwego spotkania mieszkańców wsi z przedstawicielami Monaru, którzy zadeklarowali, że jeśli mieszkańcy opowiedzą się przeciwko ośrodkowi, uszanują ich decyzję. Przed referendum przedstawiciele Monaru przekonywali mieszkańców do głosowania za ośrodkiem.

- Chcielibyśmy, żeby tu powstał ośrodek dla młodzieży zagrożonej uzależnieniem, z rodzin dysfunkcyjnych - powiedział Roman Pinaś z Monaru.
Referendum jest efektem kompromisu, jaki zawarto przed miesiącem podczas burzliwego spotkania mieszkańców wsi z przedstawicielami Monaru.

Europejskie Centrum Młodzieży
Pałac, który stał się kością niezgody, zostanie przekazany Monarowi Gmina ma własny pomysł na zagospodarowanie zamku. Chce w nim urządzić Europejskie Centrum Młodzieży. I, jak zapewnił zastępca wójta gminy Kłodzko - Stanisław Lągawa, "władze gminy stale i niezmiennie popierają mieszkańców, którzy wypowiedzieli się już do tej pory jednoznacznie przeciw powstaniu ośrodka Monaru".

Głosowanie zakończyło sie o godz. 18. Najwięcej osób głosowało tuż po niedzielnej mszy. Głosy mieszkańców były podzielone. - Tym dzieciom trzeba pomóc - powiedział Zygmunt Płatuń. - Głosowałam przeciw dlatego, że to jest w sąsiedztwie szkoły - powiedziała Anna Poniatowska.

Przeciwnicy ośrodka nadal pilnują pałacu i nie wpuszczają do niego przedstawicieli Monaru.

09.11.2003, TVP

 

Łańcuch czystych serc oplótł Polskę

Tysiące młodych ludzi utworzyło w całej Polsce łańcuch czystych serc. Akcja Gwiaździsty Szlak Czystych Serc była manifestacją przeciwko zażywaniu narkotyków. Zorganizowało ją stowarzyszenie "Monar".

Czyste Serca wokół PKiN
Uczniowie szkół średnich i podstawowych trzymali się za ręce w geście solidarności w walce z tym coraz powszechniejszym uzależnieniem. Przed Pałacem Kultury i Nauki w Warszawie prawie 2 tysiące uczniów i nauczycieli chwyciło się za ręce i utworzyło Gwiaździsty Szlak Czystych Serc. Do tego łańcucha przyłączyli się premier Jerzy Buzek, ministrowie: Edmund Wittbrodt, Jerzy Widzyk i Barbara Labuda z Kancelarii Prezydenta oraz prezydent Warszawy Paweł Piskorski.

Jak Polska długa i szeroka
Do ogólnopolskiej akcji dołączyli uczniowie z Warmii i Mazur. W happeningu "Nie warto umierać przez narkotyki" zorganizowanym pod olsztyńskim ratuszem uczestniczyło ponad tysiąc młodych ludzi, drugie tyle - w Elblągu. W Gdańsku około 5 tysięcy młodych ludzi zebrało się na Długim Targu. Podobne spotkania zorganizowano w Tczewie, Kościerzynie i Kwidzynie. Na poznański Stary Rynek przyszło we wtorek około 1,5 tysiąca młodych ludzi. Razem z uczniami przyszli ich nauczyciele. Podobne spotkania odbyły się także w Pile, Kaliszu, Koninie, Kole, Rychwale i Lesznie. W Pile żywy łańcuch czysytych serc utworzyło ponad dwa tysiące uczniów i nauczycieli. Ulicami centrum miasta jeździły: karetka pogotowia, policyjny radiowóz i... karawan. W Lesznie większość uczestników miała przypięte białe papierowe serca. Kilkaset osób zebrało się we wrocławskim rynku, aby utworzyć wielki łańcuch życzliwości. Młodzi ludzie trzymali transparenty, między innymi: "Narkotyki stop", "Nie trujcie się". Wśród uczestników happeningu były też osoby uzależnione. Równie duża manifestacja odbyła się w Lublinie. W Krakowie na ulice wyszło około tysiąca uczniów z 50 szkół podstawowych i średnich. Młodzież i nauczyciele mieli połączyć żywym łańcuchem Aleję 29 Listopada z ulicą Zakopiańską. Przeciw narkotykom manifestowano też w Łodzi, Katowicach, Częstochowie, Opolu. W Tarnowie na rynku zgromadziło się około tysiąca osób. Akcję zorganizował Marek Kotański i stowarzyszenie "Monar". Poprzednia taka akcja miała miejsce 13 lat temu. Wówczas za ręce chwyciło się ponad milion ludzi. Gwiaździsty Marsz Czystych Serc poparł i pobłogosławił Jan Paweł II.

27.02.2001, TVP

 
"Nie warto umierać za narkotyki"

Tysiące osób stanęły w południe na ulicach wielu polskich miast, trzymając się za ręce w Gwiaździstym Szlaku Czystych Serc. Szlak miał na kilka chwil połączyć wszystkich Polaków w proteście przeciwko narkomanii i narkotykom. Akcję zorganizowało Stowarzyszenie "Monar".

Akcja ma wyzwolić w społeczeństwie potrzebę walki z uzależnieniem. Organizatorzy chcą, by dzięki wspólnocie powstał w każdym mieście Ruch Czystych Serc. W jego ramach młodzież, nauczyciele, rodzice i specjaliści mają wspólnie propagować zdrowy styl życia i sprzeciwiać się fali narkomanii. Dzisiejsza akcja ma też być protestem przeciwko zbyt małym nakładom państwa na walkę z nałogami. "Złapiemy się za ręce i otoczymy cały Pałac Kultury. W innych miastach i miasteczkach wyjdziemy na rynki czy place. Jeżeli nie będzie innej możliwości, to stworzymy łańcuch czystych serc wokół szkół" - powiedział Marek Kotański w poniedziałek na konferencji prasowej. Gwiaździsty Marsz Czystych Serc poparł i pobłogosławił Jan Paweł II.

27.02.2001, TVP
Razem przeciwko narkomanii

Młodzi ludzie w całym kraju we wtorek w południe chwycą się za ręce, demonstrując w ten sposób swój sprzeciw wobec narkomanii. Ogólnopolską akcję - "Gwiaździsty Szlak Czystych Serc" organizuje Marek Kotański i Stowarzyszenie MONAR.

"Gwiaździsty Szlak Czystych Serc" - to apel do społeczeństwa o większe zainteresowanie problemami młodzieży, a także protestem przeciwko szerzącej się w Polsce pladze narkomanii. W ramach akcji pod hasłem "Nie warto umierać przez narkotyki" we wtorek na ulice wszystkich polskich miast Polski wyjdą nauczyciele, młodzież, politycy, działacze społeczni i wszyscy, którzy są przeciwni zażywaniu narkotyków. Akcja ma na celu uświadomienie ludziom, że w Polsce narkomania jest ogromnym problemem, dotyczącym wielu środowisk. Organizatorom ogromnie zależy na włączeniu się do akcji nauczycieli. Uważają bowiem, że szkoły "są pomnikiem niemożności pedagogicznej". W Warszawie przeciwnicy narkotyków spotkają się przed Pałacem Kultury i Nauki. "Złapiemy się za ręce i otoczymy cały Pałac Kultury. W innych miastach i miasteczkach wyjdziemy na rynki czy place. Jeżeli nie będzie innej możliwości, to stworzymy łańcuch czystych serc wokół szkół" - powiedział Kotański. MONAR planuje również utworzenie nowej organizacji pod nazwą Ruch Czystych Serc. Będzie to program profilaktyczny mający chronić młodych ludzi przed zażywaniem środków odurzających takich, jak: alkohol, narkotyki, czy tytoń.

26.02.2001, TVP



Archiwum 2006
Archiwum 2005
Archiwum 2001-2004


Wersje językowe

Nasze ośrodki