| |
|
Tłoczno w
stołecznych noclegowniach
W warszawskich noclegowniach zaczyna brakować
wolnych miejsc. Bezdomni śpią już na korytarzach.
Tłoczno jest na przykład w stu-osobowej noclegowni
Stowarzyszenia Pomocy Bezdomnym przy ul. Przyce i
Praskim Centrum Pomocy Bliźniemu przy ul.
Kijowskiej. Zaledwie kilka wolnych miejsc można
znaleźć w Domu Pomocy przy ul. Mszczonowskiej lub we
Wspólnocie "Chleb Życia" przy ul Stawki. Telefony
bez przerwy dzwonią również w największej stołecznej
noclegowni "Markot" przy ul. Marywilskiej. Tutaj -
na szczęście - na dach nad głową może wciąż liczyć
jeszcze kilkadziesiąt osób. Mimo braków wolnych
miejsc - władze miasta uspokajają. W przyszłorocznym
budżecie miasta na pomoc bezdomnym zapisano 6 mln.
zł, czyli nawet o jeden milion więcej niż w tym
roku.
21.12.2004, RDC
|
Samotne matki z dziećmi marzną
Mieszkańcy Domu Samotnych Matek z Dziećmi, prowadzonego
w Tuchowie przez MONAR-MARKOT, potrzebują wsparcia. W
budynku, który sami wyremontowali, działa centralne
ogrzewanie, ale brakuje pieniędzy na opał. Każdy, kto
chciałby pomóc, może kontaktować się z Urzędem Gminy w
Tuchowie.
W tym domu znajdują schronienie przede wszystkim kobiety,
samotnie wychowujące dzieci. Zdarza się jednak, że dach na
głową znajdują tutaj na jakiś czas opiekujący się swoimi
dziećmi mężczyźni.
To będzie już trzecia zima Markotu w Tuchowie. Zdarza się,
że w pomieszczeniach spada temperatura, ale na szczęście nie
brakuje wokół gorących serc. Przez trzy lata mieszkańcy tego
domu doświadczyli wiele życzliwości ze strony mieszkańców
Tuchowa.
Być może to będą ostatnie święta bez bieżącej wody, którą na
razie dowożą tutaj strażacy. Lada moment rozpocznie się
także remont pomieszczeń na piętrze, w których urządzone
zostaną mieszkania socjalne.
25.11. 2004, TVP
|
| |
Ponad 155 tys. zł.
zebrano podczas Dnia Kotana
155 tys zł udało się zebrać podczas trzeciej edycji Dnia
Kotana. Wielki koncert, który odbył się na Placu Defilad w
Warszawie 9 października, zgromadził tych, którym bliska
była idea Marka Kotańskiego. Radio Dla Ciebie
współorganizowało imprezę.
Największą kwotę ofiarowali posiadacze telefonów
komórkowych. Wpływy z SMS - ów to 124 tys. zł., dodatkowo
sprzedano ponad 2 tys. sztuk srebrnych i miedzianych monet o
nominale 1 KOTAN za 7 tys. zł. Specjalną płytę wydaną z
okazji Dnia Kotana kupiło ponad 8 tys. osób. Całkowity
dochód z koncertu zostanie przekazany dla stowarzyszenia
MONAR.
22.10.2004, RDC
|
| |
O "Markocie" słów
kilka...
Wkrótce Dom Samotnej Matki z Dzieckiem Ludzi Bezdomnych w
Kokotku, zwany również Markotem święcić będzie 10 lat
swojego istnienia. Szmat czasu. Raz bywało lepiej raz
gorzej. Ludzie jakoś tam żyli. Od niedawna jednak trwają
intensywne prace, aby to "jakoś" zastąpić słowem "godnie".
Słysząc Markot zaraz myślimy o twórcy tego przedsięwzięcia
Marku Kotańskim i, co za tym idzie, o narkomanach. Jednak
nie każdy wie, ze Markot, to nie przytulisko dla narkomanów,
lecz miejsce, gdzie swój kąt mogą znaleźć ludzie, którym w
życiu coś się nie powiodło. Samotne matki z dziećmi,
rodziny, które straciły wszystko, a także "zwykli" bezdomni.
Mieszkańcy Markotu próbują integrować się ze środowiskiem, w
którym mieszkają. Służą temu choćby akcie "Sprzątania
świata", ochrona stawów rybnych czy przypilnowanie działek
letniskowych podczas jesiennych i zimowych miesięcy. Nie
chcą w oczach społeczeństwa uchodzić za margines i ludzi,
nad którymi trzeba się litować. Jak powiedział nam Janusz
Zyga - obecny kierownik ośrodka- z każdego człowieka można
wyciągnąć coś dobrego, bo Doro jest w każdym z nas. W naszym
domu ściera się wiele różnych charakterów, czasami wybuchają
kłótnie. Ale jest to normalne, przecież wszyscy tu żyjemy.
Chcemy z tego ośrodka stworzyć prawdziwy dom. Taki, w którym
dzieci mogłyby spokojnie mieszkać i gdzie czułyby się
bezpiecznie. Choć staramy się im stworzyć jak najbardziej
zbliżone do domowych warunki, dzieciństwo spędzone w
Markocie nie jest dzieciństwem prawdziwym siłą rzeczy w
naszym domu mieszkają różni ludzie. Niektórzy z nich
uważają, ze praca nikomu nie jest potrzebna, bo zawsze
znajdzie sienny sposób, żeby przeżyć. Dlatego do sukcesów
ośrodka zaliczyć możemy moment, gdy jeden z jego mieszkańców
Jarosław Szłyk otrzymał stała pracę w lublinieckiej firmie
budowlanej Hagar lub też dzień, gdy rodzina z trójką dzieci
doczekała się własnego mieszkania. Opiekunką wszystkich
domów należących do Markotu jest Jolanta Łazuga- Koczurowska
- dodaje Janusz Zyga- Kobieta o wielkim sercu i
niewyczerpalnych pokładach troski o dobro podopiecznych.
Zawsze w pełni dyspozycyjna, chętna do pomocy. To dzięki
niej po śmierci Marka Kotańskiego odżyła idea pomocy
ludziom, którzy tej naszej pomocy najbardziej potrzebują.
8.10.2004 Nowiny Lublinieckie
|
| |
Deweloper pomaga
Monarowi
Jeden z największych polskich deweloperów J.W.
Construction zawarł porozumienie z Monarem. Od
pierwszego sierpnia 15 podopiecznych Domu Samotnej matki
"Bajka" wykonuje prace porządkowe i sprząta mieszkania w
blokach budowanych przez firmę.
Kobiety zatrudnione są na podstawie umowy o pracę. Dostają
tyle samo, ile inne sprzątaczki. Oprócz tego mają zapewniony
transport do pracy i z powrotem.
Nie dajemy samotnym matkom ryb, tylko wędkę- tłumaczył na
konferencji Janusz Wojciechowski właściciel firmy. - jeśli
sobie poradzą zatrudnimy więcej pensjonariuszek Monaru.
Wojciechowski widzi w tym dla swojej firmy dobry interes.-
Być może za jakiś czas te kobiety będzie stać na kupno na
kredyt małego mieszkania właśnie w naszej firmie. Pomożemy
im zrealizować ten plan.
J.W. pomoże też Monarowi w walce o pieniądze z Unii
Europejskiej. Chodzi o kilka milionów euro z programu Equal.
Monar potrzebuje ich, żeby zakładać tzw. spółdzielnie
socjalne dla swoich pensjonariuszy. J.W. Construction służyć
ma fachową rada przy tworzeniu mieszkaniowej spółdzielni
socjalnej.
11.08.2004 Gazeta wyborcza
|
| |
Wakacje i narkotyki
Wielu młodych ludzi w czasie wakacji sięga po raz
pierwszy po narkotyki. Nie zdają sobie sprawy z zagrożenia i
konsekwencji. By chronić dzieci, krakowski MONAR rozpoczął
szkolenia opiekunów i wychowawców kolonii. Terapeuci uczą
jak skutecznie walczyć z narkomanią.
Narkotyki można kupić wszędzie, także podczas wakacji.
"Jeżeli ktoś chce kupić to nie jest to trudne - mówią młodzi
ludzie - Zawsze się znajdą tacy ludzie, którzy będą chcieli
zarobić. Każdy ma dostęp, wie gdzie przebywają takie osoby,
to nie jest taka wielka tajemnica".
Wakacyjnej inicjacji sprzyja brak kontroli, zdarza się
jednak, że podczas niewinnych z pozoru wyjazdów na biwak czy
pod żagle dziecko po raz pierwszy zapali marihuanę czy
zażyje amfetaminę. Nie można się łudzić, że nie spróbuje.
Dzieci nie rozumieją zagrożenia, powagi tego co może się
zdarzyć. Im się wydaje że to jest zabawa, że mogą zażyć
narkotyk raz czy dwa i nic się dzieje. Tymczasem nic
podobnego.
Takie zachowanie to prosta droga do uzależnienia, dlatego
specjaliści radzą, aby rozmawiać o tym z dziećmi otwarcie.
To jedyna metoda, aby uchronić dziecko przed narkotykami.
Zdaniem specjalistów dzieci często wiedzą na ten temat
więcej od rodziców, którzy demonizują ten problem, czasem
zabraniając dzieciom gdzieś chodzić. A przecież dealer to
nie jest osoba, która wciągnie dzieci do bramy ale kolega,
który poczęstuje i powie weź, będzie fajnie.
Wiele zależy od przygotowania osób, którym oddajemy nasze
pociechy pod opiekę. Terapeuci z krakowskigo MONARU
zdecydowali się w czasie wakacji rozpocząć specjalne
szkolenia dla wychowawców kolonii i obozów, a także
organizatorów letniego wypoczynku w mieście.
Na wszystkich, którzy chcieliby się lepiej przygotować do
ewentualnego zetknięcia z tym problemem, specjaliści czekają
pod numerem telefonu 430 61 35.
04.07.2004, TVP
|
| |
Wakacje pod
parasolem Monaru
Nie biorę i jutro też nie wezmę" - to hasło letniej
kampanii antynarkotykowej zainicjowanej przez Monar.
Kampania skierowana jest głównie do dzieci i młodzieży
rozpoczynających właśnie wakacje.
Co czwarty młody człowiek przyznaje się, że palił marihuanę.
Terapeuci Monaru chcą dotrzeć do młodzieży zanim zrobią to
narkotykowi dilerzy. W liście otwartym, skierowanym m.in. do
ministra edukacji narodowej i sportu, mazowieckiego kuratora
oświaty oraz mediów Monar przedstawił założenia letniej
kampanii antynarkotykowej.
W ramach akcji Monaru - począwszy od 11 czerwca do 13
sierpnia - w siedzibie poradni w Warszawie przy ul. Hożej 57
zorganizowano zajęcia seminaryjne dla kadry placówek
letniego wypoczynku. Ponadto od 22 czerwca do 28 sierpnia w
siedzibie poradni prowadzone będą dyżury telefoniczne dla
potrzeb kadry oraz uczestników kolonii i obozów. Sporządzony
będzie też rejestr placówek letniego wypoczynku, które
zgłoszą chęć uczestniczenia w akcji.
Poradnia deklaruje gotowość wyjazdu swoich terapeutów
wolontariuszy na każde wezwanie kadry lub uczestników
placówki letniego wypoczynku. Akcja ma być początkiem
całorocznego przedsięwzięcia, którym Monar chce objąć od
września szkoły w całej Polsce.
Monar apeluje do instytucji, do których skierował list, o
finansowe wsparcie oraz o honorowy patronat nad akcją.
Poradnia Monaru deklaruje gotowość wyjazdu swoich terapeutów
wolontariuszy na każde wezwanie kadry lub uczestników
placówki letniego wypoczynku
22.06.2004 TVP
|
| |
Dar MON dla Monar
Markot
MON ofiarował Centrum Pomocy Bliźniemu Monar-Markot
przy ulicy Marywilskiej leki i środki opatrunkowe warte
ponad sto tysięcy złotych.
Wojsko - bezdomnym tak propagandowo można by potraktować to
wydarzenie. Na szczęście MON nie robi tego na pokaz.
Przekazane leki przeciwbólowe i wzmacniające oraz opatrunki
to część zbytecznego w czasach pokoju zapasu mobilizacyjnego
naszej armii.
Dary zostaną rozesłane do ośrodków monarowskich w całym
kraju. Cześć pozostanie jednak jako zaopatrzenie coraz
prężniej działającego szpitala i hospicjum przy
Marywilskiej.
Być może to początek współpracy MON-MONAR. Już w maju na
Marywilskiej ma trafić następny transport środków medycznych
z wojskowych zapasów.
Centrum Pomocy Bliźniemu ma jeszcze jeden powód do radości.
Władze miasta przedłużyły o trzy lata dzierżawę gruntu przy
Marywilskiej i to za symboliczny czynsz.
26.02.2004, TVP
|
| |
Lekcja życia
Każdy z nas od czasu do czasu zdaje egzaminy, lojalności,
pomysłowości, moralności, coraz częściej również z
tolerancji. Egzaminy te, choć nie należą do najłatwiejszych,
da się zdać. Jest jednak jeden egzamin, który bardzo łatwo
można oblać przez ignorancję - egzamin z empatii. Wczucie
się w położenie drugiego człowieka, jego codzienne troski i
cierpienie nie jest łatwe, a dla wielu nieprzyjemne. Ale z
pewnością możliwe.
Andrzej Ślażyński, kierownik znajdującego się w przejściu
podziemnym obok toru wyścigów konnych na Służewcu Mokotowsko
- Ursynowskiego Centrum Wychodzenia z Bezdomności MARKOT II,
celująco zdał ten egzamin. Markot jest prawdziwą szkołą
życia, szkołą, w której egzaminy zdaje się codziennie. Z
wiary w siebie i innych, w bezdomnych oraz w darczyńców.
Przychodzi tu każdy, kto nie ma dachu nad głową ani
pieniędzy na chleb. Ślażyński zapewnia, że każdy
potrzebujący dostanie ciepłą strawę, i że nikt nie zostanie
pozostawiony bez pomocy. Codziennie od 14 do 16 wydawane są
ciepłe posiłki dla najbiedniejszych.
A potrzebujących jest wielu, szczególnie zimą. "Około 40-50
osób" - opowiada kierownik. Przebywający na stałe w
noclegowni muszą mieć jakąś pracę lub jej szukać. Praca jest
właściwie jedynym sposobem na wyjście z bezdomności. W
noclegowni trzeba przestrzegać jeszcze jednej zasady - nie
wolno tu wnosić i spożywać napojów alkoholowych.
"Na dzień dzisiejszy jesteśmy przygotowani na przyjęcie
zimy" - mówi Ślażyński, podkreślając, że w takim miejscu jak
to nie da się niczego zaplanować z wyprzedzeniem. Jest
wdzięczny Agencji Rynku Rolnego, która przekazała ośrodkowi
znaczną ilość żywności. Z radością wspomina o aktywnej
pomocy Ursynowian, która, jak twierdzi "wynosi 100 procent".
Zapewnia, że przydaje się wszystko, co przynoszą
Ursynowianie. Nie ma znaczenia, czy ktoś przyjdzie np. z
jednym kocem czy jedną kurtką, liczy się każdy dar serca i
przyjmowany jest z taką samą wdzięcznością. Jak podkreśla
Ślażyński, jeśli jakichś artykułów byłoby bardzo dużo,
ośrodek podzieliłby się nimi z innymi placówkami
społecznymi. Potrzebujących jest tak wielu, że nic się nie
zmarnuje, dlatego ważna jest każda - nawet najmniejsza
pomoc. Mieszkający w ośrodku przyjmują ją z wielką
wdzięcznością. Nie skarżą się na biedę i z pokorą przyjmują
to, co przynosi nowy dzień. Doceniają każdą pomoc.
Kierownik zwraca uwagę na pewną kwestię. Coś, co dla
"zwykłych" ludzi jest oczywiste, nie jest oczywiste dla
przebywających w ośrodku. Ślażyński opowiada, że zdarza się,
że ktoś ma do ofiarowania pewne dary, ale trzeba po nie
przyjechać. Nikomu nie przyszłoby zapewne do głowy, że może
nie być pieniędzy na benzynę. Kierownik przytacza jeszcze
inną sytuację. Ludzie chętnie dzielą się z bezdomnymi
jedzeniem, ale czasem nie ma go jak przygotować. Ostatnio
potrzebny jest duży, 50 lub 100 litrowy garnek. Komu coś
takiego przyszłoby do głowy?
Jest coś, co martwi szczególnie. Pośród całej hojności
"zwykłych" mieszkańców Ursynowa, którzy przychodzą z darami
do ośrodka, zadziwia (a może i nie) obojętność lokalnych
władz. Zapytany, czy przybył tu kiedyś jakiś radny,
kierownik zastanawia się przez chwilę i odpowiada, że nie.
Według niego zainteresowanie radnych bezdomnymi wynosi 0.
Widać, że politycy nie potrafią zdać egzaminu z prawdziwego
życia. Co oni mogą o tym wiedzieć będąc tak daleko? Traktują
się jak kogoś lepszego, kogo problem bezdomności nigdy nie
będzie dotyczył. Niestety, nie zdają sobie sprawy, że
problem ten może dotknąć każdego z nas, niezależnie od
wykształcenia czy statusu społecznego. Wystarczy czasem
jedno złe wydarzenie i można stracić wszystko...
Martwi nie tylko obojętność polityków, ale również mediów.
Zajęte bieżącymi wydarzeniami politycznymi zarówno
światowymi, jak i krajowymi, zdają się pomijać problem
bezdomności. A ludzie powinni zobaczyć prawdziwe życie, choć
raz spojrzeć w oczy bezdomnemu. Wszystko zyska wtedy nowe
znaczenie. Układy i praca staną się pusto brzmiącymi
słowami. Pieniądze i wyścig szczurów wydadzą się tyle
absurdalnym pomysłem, ile śmiesznym. Ludzie powinni spojrzeć
w oczy bezdomnemu. Może wtedy coś zrozumieją... Telefon do
Mokotowsko - Ursynowskiego centrum wychodzenia z
bezdomności: 843-84-03
Barbara Kamińska
Pasmo Metro, Tygodnik Ursynowsko- Natolińskiego Towarzystwa
Społeczno Kulturalnego nr 1(802) 07.01.2004
|
| |
Żelazno kontra Monar
Na temat budowy ośrodka Monaru dla dzieci sprawiających
trudności wychowawcze wypowiadali się w niedzielę w
referendum mieszkańcy Żelazna w gminie Kłodzko. Głosowanie
poprzedził protest i blokada pałacu, w którym miała powstać
placówka.
Placówka miała powstać w pałacu, który PCK - mieszkańcy
Żelazna nie wiedzieli o tym - wydzierżawił Monarowi. To
doprowadziło do protestu, blokady pałacu i w efekcie
niedzielnego referendum.
Referendum jest efektem kompromisu, jaki zawarto przed
miesiącem podczas burzliwego spotkania mieszkańców wsi z
przedstawicielami Monaru, którzy zadeklarowali, że jeśli
mieszkańcy opowiedzą się przeciwko ośrodkowi, uszanują ich
decyzję. Przed referendum przedstawiciele Monaru
przekonywali mieszkańców do głosowania za ośrodkiem.
- Chcielibyśmy, żeby tu powstał ośrodek dla młodzieży
zagrożonej uzależnieniem, z rodzin dysfunkcyjnych -
powiedział Roman Pinaś z Monaru.
Referendum jest efektem kompromisu, jaki zawarto przed
miesiącem podczas burzliwego spotkania mieszkańców wsi z
przedstawicielami Monaru.
Europejskie Centrum Młodzieży
Pałac, który stał się kością niezgody, zostanie przekazany
Monarowi Gmina ma własny pomysł na zagospodarowanie zamku.
Chce w nim urządzić Europejskie Centrum Młodzieży. I, jak
zapewnił zastępca wójta gminy Kłodzko - Stanisław Lągawa,
"władze gminy stale i niezmiennie popierają mieszkańców,
którzy wypowiedzieli się już do tej pory jednoznacznie
przeciw powstaniu ośrodka Monaru".
Głosowanie zakończyło sie o godz. 18. Najwięcej osób
głosowało tuż po niedzielnej mszy. Głosy mieszkańców były
podzielone. - Tym dzieciom trzeba pomóc - powiedział Zygmunt
Płatuń. - Głosowałam przeciw dlatego, że to jest w
sąsiedztwie szkoły - powiedziała Anna Poniatowska.
Przeciwnicy ośrodka nadal pilnują pałacu i nie wpuszczają do
niego przedstawicieli Monaru.
09.11.2003, TVP
|
| |
Łańcuch czystych serc
oplótł Polskę
Tysiące młodych ludzi utworzyło w całej Polsce łańcuch
czystych serc. Akcja Gwiaździsty Szlak Czystych Serc była
manifestacją przeciwko zażywaniu narkotyków. Zorganizowało
ją stowarzyszenie "Monar".
Czyste Serca wokół PKiN
Uczniowie szkół średnich i podstawowych trzymali się za ręce
w geście solidarności w walce z tym coraz powszechniejszym
uzależnieniem. Przed Pałacem Kultury i Nauki w Warszawie
prawie 2 tysiące uczniów i nauczycieli chwyciło się za ręce
i utworzyło Gwiaździsty Szlak Czystych Serc. Do tego
łańcucha przyłączyli się premier Jerzy Buzek, ministrowie:
Edmund Wittbrodt, Jerzy Widzyk i Barbara Labuda z Kancelarii
Prezydenta oraz prezydent Warszawy Paweł Piskorski.
Jak Polska długa i szeroka
Do ogólnopolskiej akcji dołączyli uczniowie z Warmii i
Mazur. W happeningu "Nie warto umierać przez narkotyki"
zorganizowanym pod olsztyńskim ratuszem uczestniczyło ponad
tysiąc młodych ludzi, drugie tyle - w Elblągu. W Gdańsku
około 5 tysięcy młodych ludzi zebrało się na Długim Targu.
Podobne spotkania zorganizowano w Tczewie, Kościerzynie i
Kwidzynie. Na poznański Stary Rynek przyszło we wtorek około
1,5 tysiąca młodych ludzi. Razem z uczniami przyszli ich
nauczyciele. Podobne spotkania odbyły się także w Pile,
Kaliszu, Koninie, Kole, Rychwale i Lesznie. W Pile żywy
łańcuch czysytych serc utworzyło ponad dwa tysiące uczniów i
nauczycieli. Ulicami centrum miasta jeździły: karetka
pogotowia, policyjny radiowóz i... karawan. W Lesznie
większość uczestników miała przypięte białe papierowe serca.
Kilkaset osób zebrało się we wrocławskim rynku, aby utworzyć
wielki łańcuch życzliwości. Młodzi ludzie trzymali
transparenty, między innymi: "Narkotyki stop", "Nie trujcie
się". Wśród uczestników happeningu były też osoby
uzależnione. Równie duża manifestacja odbyła się w Lublinie.
W Krakowie na ulice wyszło około tysiąca uczniów z 50 szkół
podstawowych i średnich. Młodzież i nauczyciele mieli
połączyć żywym łańcuchem Aleję 29 Listopada z ulicą
Zakopiańską. Przeciw narkotykom manifestowano też w Łodzi,
Katowicach, Częstochowie, Opolu. W Tarnowie na rynku
zgromadziło się około tysiąca osób. Akcję zorganizował Marek
Kotański i stowarzyszenie "Monar". Poprzednia taka akcja
miała miejsce 13 lat temu. Wówczas za ręce chwyciło się
ponad milion ludzi. Gwiaździsty Marsz Czystych Serc poparł i
pobłogosławił Jan Paweł II.
27.02.2001, TVP
|
| |
"Nie warto umierać
za narkotyki"
Tysiące osób stanęły w południe na ulicach wielu
polskich miast, trzymając się za ręce w Gwiaździstym
Szlaku Czystych Serc. Szlak miał na kilka chwil połączyć
wszystkich Polaków w proteście przeciwko narkomanii i
narkotykom. Akcję zorganizowało Stowarzyszenie "Monar".
Akcja ma wyzwolić w społeczeństwie potrzebę walki z
uzależnieniem. Organizatorzy chcą, by dzięki wspólnocie
powstał w każdym mieście Ruch Czystych Serc. W jego
ramach młodzież, nauczyciele, rodzice i specjaliści mają
wspólnie propagować zdrowy styl życia i sprzeciwiać się
fali narkomanii. Dzisiejsza akcja ma też być protestem
przeciwko zbyt małym nakładom państwa na walkę z
nałogami. "Złapiemy się za ręce i otoczymy cały Pałac
Kultury. W innych miastach i miasteczkach wyjdziemy na
rynki czy place. Jeżeli nie będzie innej możliwości, to
stworzymy łańcuch czystych serc wokół szkół" -
powiedział Marek Kotański w poniedziałek na konferencji
prasowej. Gwiaździsty Marsz Czystych Serc poparł i
pobłogosławił Jan Paweł II.
27.02.2001, TVP
|
|
Razem przeciwko narkomanii
Młodzi ludzie w całym kraju we wtorek w
południe chwycą się za ręce, demonstrując w ten sposób
swój sprzeciw wobec narkomanii. Ogólnopolską akcję -
"Gwiaździsty Szlak Czystych Serc" organizuje Marek
Kotański i Stowarzyszenie MONAR.
"Gwiaździsty Szlak Czystych Serc" - to apel do
społeczeństwa o większe zainteresowanie problemami
młodzieży, a także protestem przeciwko szerzącej się w
Polsce pladze narkomanii. W ramach akcji pod hasłem "Nie
warto umierać przez narkotyki" we wtorek na ulice
wszystkich polskich miast Polski wyjdą nauczyciele,
młodzież, politycy, działacze społeczni i wszyscy,
którzy są przeciwni zażywaniu narkotyków. Akcja ma na
celu uświadomienie ludziom, że w Polsce narkomania jest
ogromnym problemem, dotyczącym wielu środowisk.
Organizatorom ogromnie zależy na włączeniu się do akcji
nauczycieli. Uważają bowiem, że szkoły "są pomnikiem
niemożności pedagogicznej". W Warszawie przeciwnicy
narkotyków spotkają się przed Pałacem Kultury i Nauki.
"Złapiemy się za ręce i otoczymy cały Pałac Kultury. W
innych miastach i miasteczkach wyjdziemy na rynki czy
place. Jeżeli nie będzie innej możliwości, to stworzymy
łańcuch czystych serc wokół szkół" - powiedział
Kotański. MONAR planuje również utworzenie nowej
organizacji pod nazwą Ruch Czystych Serc. Będzie to
program profilaktyczny mający chronić młodych ludzi
przed zażywaniem środków odurzających takich, jak:
alkohol, narkotyki, czy tytoń.
26.02.2001, TVP
|