| |
Wzajemnie potrzebni
POMOC - 1,5 tys. ton darmowego ciepła
Od listopada we wszystkich placówkach
Markotu przygotowywane są dodatkowe miejsca
noclegowe i darmowe posiłki. Łącznie 1500
łóżek. - przyjmujemy wszystkich, którzy są w
potrzebie, niezależnie od stanu, w jakim się
znajdują. Jesteśmy przygotowani do zimy, by
zaspokoić potrzeby bezdomnych. Podopiecznym
nie zabraknie też ciepła zapewnionego Dzięki
za wszystko darczyńcom Elektrociepłowniom
warszawskim - mówi Jolanta Łazuga -
Koczurowska, przewodnicząca zarządu głównego
Stowarzyszenia Monar.
Szefowa Monaru po podpisaniu umowy, dzięki
której stowarzyszenie otrzyma 1,5 tys. tron
węgla na ogrzanie swoich placówek dla
bezdomnych, przyznała, iż ma nadzieję, że
zapoczątkuje to współprace z innymi firmami.
- Nie posiadamy swoich środków finansowych,
pomagamy ludziom w potrzebie tym, czym sami
zostajemy wspomożeni. Dlatego jesteśmy
otwarci na każdą formę pomocy i współpracy -
mówiła Koczurowska. Jedną z takich form jest
pogotowie społeczne Monaru. Jeden samochód,
w określonych godzinach przy współpracy z
policją i strażą miejską, jeździ w miejsca,
gdzie przebywają bezdomni. Są informowani,
gdzie mogą szukać pomocy i schronienia.
Chętni z miejsca trafiają do placówek.
Jednak są tez tacy, którzy z różnych powodów
wybierają życie we własnych, niekiedy
kartonowo-gazetowych schronach. Od styczna
planowane jest rozpoczęcie akcji pn.
"Wzajemnie potrzebni", pomagającej bezdomnym
przetrwać zimę w miejscu przez nich obranym.
Polegać będzie m.in. na dowożeniu takim
osobom ciepłej herbaty, skromnego posiłku,
kocy, szalików, rękawic, skarpet, itp.
Osoby, które chciałyby przekazać tego typu
zimowy asortyment, mogą zgłaszać Siudo
siedziby Monaru przy ul. Nowolipki 9b.
09.12.2005, Trybuna
|
Ciepło dla Monaru
POMOC SPOŁECZNA - Otrzymają opał
Elektrociepłownie Warszawskie będą dostarczać
za darmo węgiel dla 10 ośrodków Monaru. Dziś zostaną
podpisane dokumenty w tej sprawie.
Elektrociepłownie zaopatrzą 8 ośrodków dla bezdomnych i
2 ośrodki leczenia uzależnień prowadzonych przez Monar w
Warszawie i okolicach. W stolicy, gdzie stowarzyszenie
ma ok. 1500 miejsc noclegowych, będą to m.in. placówki
przy ul. Marywilskiej, Skaryszewskiej, Kijowskiej i
Rudnickiego.
Dziś przedstawiciele Monaru spotkają się z władzami
miasta, województwa i policją.
- Chodzi między innymi o sposób dowożenia bezdomnych do
noclegowni i lepsze informacje o tym, gdzie jeszcze mamy
wolne miejsca - wyjaśnia cel spotkania Monika
Filipowicz, sekretarz zarządu Monaru.
W ramach pięcioletnich umów podpisanych z miastem Monar
realizuje 11 programów pomocy osobom bezdomnym
8.12.2005, Rzeczpospolita, kbac
|
| |
Bezdomni nie zmarzną
Bezdomni w Warszawie korzystający z pomocy
Monaru z pewnością tej zimy nie zmarzną! Koniec
problemów z dostawą ciepła zagwarantowały dzisiaj
Elektociepłownie Warszawskie.
Spółka podpisała z Monarem w tej sprawie list
intencyjny, na mocy którego Elektrociepłownie
zobowiązały sie dostarczyć do końca roku noclegowniom
1,5 tys. ton węgla. Monar zacieśnił również współpracę
ze stołeczną policją. Funkcjonariusze będą od dziś
dokładnie sprawdzać w których noclegowniach są wolne
miejsca i tam potrzebujących zawozić.
08.12.2005 RDC
|
| |
Resztki dla bezdomnych
Organizacje pozarządowe szykując się do zimy
- ilu sponsorów pomagających bezdomnym
można znaleźć w społeczeństwie, którego 59 proc. Żyje
poniżej minimum socjalnego, a 11 proc. Poniżej minimum
egzystencji? - pyta pracowniczka Polskiego Czerwonego
Krzyża
Przyjęliśmy zasadę, ze niezależnie od liczby miejsc,
jakimi dysponujemy, nikomu drzwi przed nosem się nie
zamyka. Do naszych ośrodków w kraju zostanie przyjęty
każdy bezdomny, który się zgłosi - mówi Monika
Filipowicz ze Stowarzyszenia Monar.
Zbliżająca się zima to czas intensywnych przygotowań w
organizacjach zajmujących się pomocom bezdomnym. Rząd
Marcinkiewicza przekażę dodatkowe 3 mln zł z rezerwy
budżetu państwa na program "Bezdomność". Poprzedni
gabinet przeznaczył na ten cel 5 mln zł. Dodatkowe
pieniądze mają uzupełnić potrzeby organizacji, które w
ramach konkursu otrzymały dotacje na niewystarczającym
poziomie. Jak poinformowano nas w biurze prasowym
resortu pracy, te dodatkowe środki trafią do tych
organizacji, które zgłosiły takie zastrzeżenia.
W ub. roku Monar otworzył w warszawie nowy ośrodek przy
ul. Skaryszewskiej, gdzie przygotowano 300 miejsc. Każdy
bezdomny, który się zgłosi, może liczyć na nocleg,
ciepły posiłek, ubranie i pomoc pracownika socjalnego. W
Warszawie jest 9 ośrodków Monaru. W całym kraju -
kilkadziesiąt. W stolicy przy ul. Hożej funkcjonuje
punkt skierowań i poradnia psychologiczna Monaru.
Pracownicy tego punktu po rozmowie z bezdomnym decydują,
do którego z ośrodków1) najlepiej go skierować. -
Zgłaszają się ludzie z różnymi potrzebami. I tak np. do
innego ośrodka skierujemy bezdomną kobietę z dzieckiem,
do innego osobę starszą, czy niepełnosprawną - informuje
Filipowicz. - W tym roku ustaliliśmy sobie z Komendą
Główną Policji zasady współpracy i przekazywania sobie
informacji o bezdomnych- dodaje.
Monar na prowadzenie 30 ośrodków w całym kraju dostał w
tym roku 220 tys. zł dotacji z Ministerstwa Pracy. Te
pieniądze powinny wystarczyć do końca roku. -Szkoda, że
dotacje praktycznie w ostatniej chwili, to takie resztki
z budżetu. Gdybyśmy wcześniej wiedzieli, na jakie środki
ze strony państwa możemy liczyć, z pewnością ułatwiłoby
to nam pracę i umożliwiło bardziej racjonalnie
zaplanować niektóre działania- uważa Filipowicz.
Podobnie ocenia tę sytuacja Melania Montwiłł z zarządu
Głównego Polskiego Czerwonego Krzyża. - Pieniądze z puli
resortu polityki społecznej dostajemy niemal w ostatniej
chwili - narzeka. - Uczestniczyliśmy konkursie, ale
przyznano nam jedynie 17 proc. kwoty, o jaką się
zwracaliśmy. To pokrywa zaledwie 8 proc. Naszych potrzeb
- wylicza Montwiłł. - w tej sytuacji nie poradzilibyśmy
sobie bez sponsorów, którzy pomagają prowadzić
jadłodajnie, przekazują na rzecz bezdomnych żywność i
środki czystości - podkreśla działaczka PCK. - Dużą
pomoc mamy od samorządów do czego są one zobowiązane
ustawowo. Bez tego wsparcia nie byłoby możliwe
funkcjonowanie takich organizacji jak PCK - zastrzega. -
Dodatkowe pieniądze z ministerstwa dostaniemy dopiero za
2-3 tygodnie, a musimy się rozliczyć do końca roku.
Czasu jest więc bardzo mało - mówi Montwiłł.
PCK prowadzi 5 stacjonarnych domów dla bezdomnych. Na
ludzi pozbawionych dachu nad głową czeka w nich 150
miejsc. - Praktyka zmusiła nas do rozszerzenia pomocy -
zastrzega Anna Wilk z biura promocji Zarządu Głównego
PCK. - Gdy przychodzi zima, uruchamiamy też pomoc
doraźną, np. wydawanie ciepłych posiłków i organizowanie
dodatkowej noclegowni - informuje. Z doraźnej pomocy
rzeczowej i sanitarnej PCK mogą bezdomni skorzystać np.
w Morągu. Z 8 jadłodajni prowadzonych przez PCK
codziennie korzysta ok. 500 osób.
Sytuacja bezdomnych zależy od miasta, w którym
przebywają. Wiadomo, że wielu bezdomnych przyjeżdża do
warszawy i tutaj starają się jakoś zorganizować sobie
życie. - W gdańskim schronisku Towarzystwa Pomocy im.
Brata Alberta mamy jeszcze sporo miejsc dla bezdomnych.
Zgłaszają się do nas przez cały rok - mówi Robert
Osłoński, dyżurny opiekun w tym schronisku. - Mamy umowę
z Miejskim Ośrodkiem Pomocy Społecznej, który kieruje do
nas bezdomnych. Oczywiście przydałoby się więcej
pieniędzy dla schroniska, jednak na razie udaje się nam
wiązać koniec z końcem - przyznaje.
- Wielu bezdomnych nie chce korzystać z noclegowni i
stacjonarnych ośrodków, które dla nich przygotowaliśmy.
Może bardzo sobie cenią wolność. Dla nich chcemy
zorganizować pogotowie społeczne świadczące bardzo
doraźną pomoc i udzielające porad, np. wydających ciepłą
herbatę, posiłek - informują w Monarze i przyznają, ze z
każdej formy pomocy bezdomnym korzysta co roku coraz
więcej osób. (MOS)
03.12.2005, Trybuna
|
| |
Pogotowie Społeczne MONARU w Warszawie
Jest duża szansa na to, że w Warszawie pojawi się zimą
Pogotowie Społeczne MONARU. Polegać ono będzie na tym, że
pracownicy noclegowni będą jeździć do potrzebujących i za
darmo rozwozić im ciepłą herbatę, czapki, szaliki, czy
skarpety.
Monar już apeluje do warszawiaków o przynoszenie do
noclegowni ciepłych rzeczy, a także szuka sponsora, który by
podarował Stowarzyszeniu sprawny samochód. A oprócz
pogotowia społecznego miasto w tym roku przygotowało dla
bezdomnych około trzech tys. miejsc w noclegowniach.
Niektóre z nich tak jak np. sezonowy przytułek przy ul.
Przyce - już przedwczoraj przyjął pierwszych potrzebujących.
03.11.2005 RDC
|
| |
Niezwykły remont
kamienicy przy Kazimierzowskiej
Remontujcie z nami
W ruch poszły szpachle, papier ścierny i miotły.
Mieszkańcy z Kazimierzowskiej zaczęli wczoraj remont
swojego domu. Pomagają im bezdomni z Monaru.
Od rana w kamienicy było gwarno i tłoczno. Stara
suszarnia na ostatnim piętrze zamieniła się w centrum
dowodzenia. Mieszkańcy składują w niej wszystkie
narzędzia, drabiny i farby. Na parterze zawiesili
gazetkę remontową z harmonogramem prac. Do Bożego
Narodzenia chcemy wymienić okna na klatce .schodowej i
pomalować korytarz - mówi Tadeusz Piekarski z drugiego
piętra. Panie Wanda i Barbara, sąsiadki z parteru,
przygotowały herbatę, kawę i ciastka dla robotników. -
Moim obowiązkiem jest dopilnować, żeby ekipa remontująca
nasz dom nie opadła z sił. Zrobię kanapki i ugotuję zupy
- mówi Barbara Jełowicka. -Nie lubię siedzieć
bezczynnie. Lata nie pozwalają mi na skakanie po
drabinie, ale zawsze mogę coś upichcić - dodaje.
Kamienica, w której mieszkają od lat, popada w ruinę -
ze ścian wypadają cegły, woda leje się po rurach.
Lokatorzy sami administrują domem jako wspólnota, ale
kwota zgromadzona przez nich na fundusz remontowy była
za mała, żeby zrobić porządek z elewacją. Dlatego po
pomoc zgłosili się do fundacji Habitat for Humanity
zajmującej się budową domów dla rodzin w trudnej
sytuacji. Do swoich akcji często zaprasza ona
wolontariuszy z innych organizacji i przedsiębiorstw.
Tym razem bez trudu udało się jej namówić ludzi z Monaru
oraz z fundacji Sławek wspierającej osoby, które wyszły
z więzienia. W sobotę przy remoncie będą pomagać
studenci i pracownicy City Banku. - To nie będzie
fuszerka. Większość z nas jest po szkołach budowlanych.
Nie będą potrzebne żadne poprawki. Przynajmniej nie
tułamy się bezczynnie po mieście - chwali sobie
Sławomir, podopieczny Monaru. Od sześciu lat jest
bezdomny.
- Chętnych rąk do pracy nigdy za wiele. Jeśli ktoś ma
czas, zapraszamy - apeluje Dorota Binkiewicz z fundacji
Habitat for Humanity.
Marta Płoskońska, Gazeta Wyborcza
|
| |
Mieszkańcy remontują swoją
kamienicę
Wzięli dom w swoje ręce
Przy ul. Kazimierzowskiej 76 mieszkają 23
rodziny. Ich kamienicę zbudowano w latach 50. z cegły
rozbiórkowej. Budynek zaczął jednak popadać w ruinę. -
Większość mieszkań to lokale własnościowe.
Administrujemy domem jako wspólnota. Zgromadzony przez
nas fundusz remontowy był za mały, żeby zrobić porządek
z elewacja, Musielibyśmy wziąć kredyt, na który nas nie
stać - opowiada Jerzy Kozłowski, jeden z najdłużej
mieszkających przy Kazimierzowskiej lokatorów. Z pomocą
przyszła fundacja Habilal for Humanity zajmująca się
budową domów dla rodzin w trudnej sytuacji. - W czerwcu
daliśmy ogłoszenie w prasie, że szukamy wspólnot
mieszkaniowych z domów potrzebujących remontu.
Dostaliśmy wiele zgłoszeń. Mieszkańcy ul.
Kazimierzowskiej ujęli nas swoją otwartością i ochotą do
pracy. Panie od razu zgłosiły się do sprzątania i
przygotowywania wolontariuszom posiłków. Prace zaczynamy
za tydzień - mówi Dorota Binkiewicz z fundacji Habitat
for Humanity. W renowacji pomogą także wolontariusze z
Monaru oraz z Fundacji "Sławek" wspierającej osoby,
które wyszły z więzienia.
Pomogą im wolontariusze. Wczoraj wszyscy razem układali
plan działania.
Głównym organizatorem remontu ze strony mieszkańców jest
Tadeusz Piekarski. - Do Bożego Narodzenia chcemy
wymienić okna na klatce schodowej i pomalować korytarz.
Na wiosnę ocieplimy budynek i zajmiemy się elewacją -
mówi.-Jest naszą złotą rączką. Ale droczy się z nami, że
ściany będą czerwone. Kto to widział w porządnym domu
taki kolor!- śmieje się Wanda Łaska.- Dziesięć osób
miałoby piętnaście pomysłów, więc sam wybrałem-kolor.
Klatka będzie niebieska - mówi Piekarski. Lokatorzy
mówią, że stanowią jedną wielką rodzinę. Razem obchodzą
imieniny, dawniej wspólnie wyjeżdżali na wycieczki. -
Jeden może liczyć na drugiego. Krótko po zawale
reperowałem u pani Wandy puszkę z prądem. Zagadaliśmy
się. W tym czasie kilku sąsiadów pukało do mnie.
Zaniepokojeni, że nie odpowiadam, zadzwonili po straż i
pogotowie. Dopiero gdy strażacy podstawili drabinę pod
mój balkon, zorientowałem się, że o cho chodzi- opowiada
Tadeusz Piekarski. Mieszkańcy zapowiadają, że kiedy
uporają się z remontem, znajdą nowe wyzwanie.
Marta Płoskońska, Gazeta Wyborcza
|
| |
Chłopak z wielkim sercem
W Ełku tego 18-latka znają niemal wszyscy.
Nikodem prowadzi schronisko dla bezdomnych. Daje im
jeść, mają gdzie spać. Wielu z nich mówi do niego:
"szefie"
Niedziela - jedyny dzień, kiedy chłopak ma trochę luzu.
Nikodem Kemicer siedzi przed kompem i pije herbatę. Do
schroniska dla bezdomnych przywiózł z domu własny pecet
i mały telewizor. Ale dziś z beztroskiego grania nic nie
będzie. Właśnie dzwoni telefon. Z jakiegoś sklepu: mają
trochę jedzenia do oddania. "Za pięć minut będę", mówi.
Po kwadransie już pakuje jedzenie do bagażnika
samochodu. Jakiś miejscowy dziadek woła do niego z
daleka: "Nikodem, cześć!". Znają go tu niemal wszyscy,
wielu na ulicy go pozdrawia. Uśmiecha się na
przywitanie. l zaczyna ładować do bagażnika "zdobyczne"
kefiry, mleko, jakieś zupy. "Fajnie, będzie dla ludzi na
śniadanie", cieszy się chłopak. Schronisko dla
bezdomnych, które prowadzi, może pomieścić około 30
osób. "Teraz jest tu 13 ludzi, ale jak przyjdą mrozy,
będzie więcej", wyjaśnia Nikodem.
Kiedyś po tani jedzenie ze sklepów i hurtowni Nikodem
jeździł razem z ojcem. Teraz wszystko załatwia sam albo
bierze do pomocy jednego z mieszkańców schroniska
Ojciec "zgłupiał".
Wszystko zaczęto się 7 lat temu, gdy Nikodem miał 11
lat. Mieszkał z rodzicami w Drygałach, 20 kilometrów od
Ełku. Pewnego dnia tato Nikodema stwierdził, że będzie
pomagał ludziom. Tak zwyczajnie. Oglądał telewizję i
trafił na program o biedzie. "No to będę pomagał",
powiedział. Brat Nikodema był przekonany, że ojciec
zgłupiał na stare lata. "Mama, jak wróciła z pracy,
myślała, że żartuje. Ale tata jak się uparł, tak
zrealizował wszystko, co wymyślił. Mama musiała się
zgodzić", mówi Nikodem. Mama Nikodema jest lekarką.
W przychodni ogłosiła, że jak ktoś jest głodny, to może
przyjść na obiad. Upadające PGR-y, ludzie bez pracy, nie
ma co jeść. W okolicy panowała bieda. Pierwszy dzień
pomagania wyglądał zupełnie zwyczajnie. Nikodem wrócił
ze szkoły, a jakieś 20 minut później usłyszeli pukanie.
"Czy to prawda, że u państwa można zjeść obiad?",
zapytał ktoś w drzwiach. Tego dnia przyszło 7 osób.
Ojciec Nikodema ugotował zupę pomidorową, l tak się
zaczęto. Rodzice Nikodema nie byli bogaci. Mama lekarka,
tato na rencie. W dodatku sam ciężko chory na
stwardnienie rozsiane. "Ale ojciec
stwierdził, że sens życia tkwi w tym, by dawać, a nie
brać", mówi Nikodem. Jak się okazało, wziął sobie te
słowa do serca.
Pomógł Kotański
Na początku trochę się sąsiedzi buntowali. Bo
Kemicerowie tę swoją prywatną stołówkę otworzyli w
bloku. Nie wszystkim mieszkańcom podobało się, że
przychodziło do nich tylu ludzie. A z czasem
przychodziło ich coraz więcej. No to i więcej trzeba
było tej zupy gotować. "Wtedy tato zaczął jeździć po
hurtowniach, by zdobyć coś do jedzenia. Ale to się
wszystko działo na wariackich papierach, trzeba to było
jakoś zalegalizować. Więc ojciec pojechał do Marka
Kotańskiego. A Kotański wystawił nam upoważnienie na
prowadzenie stołówki i włączył ją do swego Centrum
Pomocy Bliźniemu ťMonar-MarkotŤ. Jak już była pieczątka,
hurtownie inaczej patrzyły", opowiada Nikodem, który
wiele razy jeździł z ojcem po hurtowniach i sklepach.
Wracał ze szkoły, jadł obiad - i w drogę. Ich stołówka
stała się znana w całej gminie. Z mieszkania w bloku
przeniosła się do starej restauracji. Wydaje około 200
obiadów dziennie. Po zupę przyjeżdżają ludzie nawet z
odległych miejscowości. A gmina dała do pomocy dwie
bezrobotne kucharki.
Serce po ojcu
Ojciec Nikodema chciał pomagać więcej i więcej. Po
stołówce w Drygałach otworzył schronisko dla bezdomnych
w Ełku. Myślał o otworzeniu hospicjum dla umierających
dzieci. Ale tato Nikodema sam był ciężko chory, zmarł na
początku zeszłego roku. Stołówka jednak nie upadła.
"Tydzień po śmierci taty znowu wydawaliśmy posiłki",
mówi Nikodem. A potem sam się przeniósł do Ełku i
prowadzi schronisko, które założył ojciec. "Szkoda było
zostawić to, co stworzył tata. Bo to prawda, co tato
mówił, że sens życia tkwi w tym, by dawać, nie brać",
mówi Nikodem... Ze stołówki w Drygałach codziennie
autobusem przyjeżdża baniak zupy. A tu, do schroniska w
Ełku, mogą przyjść ludzie, którzy nie mają gdzie spać
albo chcą coś zjeść. Nikodem wygląda jak zwyczajny
nastolatek. Ma dziewczynę, kumpli. Ale nie prowadzi tak
beztroskiego życia jak rówieśnicy. Musi jeździć,
załatwiać, prowadzi całe biuro, wysyła pisma do urzędów.
Musi, by wszystko było jak należy. l jest. Gdy przyszła
kontrola z sanepidu, nie mieli zastrzeżeń. W schronisku
Nikodema jest świetlica z telewizorem, sypialnia z
piętrowymi łóżkami, spiżarnia z zamrażarką, łazienka.
Wszędzie czysto i porządek. Żyje się tu jak w rodzinie.
Gdy bezdomni mówią do Nikodema "szefie", on im na to:
"Ej, no ja jestem młodszy, po imieniu sobie mówmy".
Nikodem przeniósł się do liceum zaocznego, by mieć na to
wszystko więcej czasu. Jest teraz w klasie maturalnej.
Uczy się dobrze, a po maturze chce iść na prawo. Ojciec
Nikodema też był prawnikiem... Po powrocie ze sklepu,
gdy jedzenie jest już wniesione do spiżarni, Nikodem
zabiera się za gotowanie kiełbasy na gorąco. Na zewnątrz
mróz, a tu ciepło, jedzenie i miła atmosfera. Od razu
też widać, że bezdomni lubią Nikodema. "Po co to robię?
Zwyczajnie: nie lubię czytać w gazetach, że jakiś
bezdomny zamarzł", mówi. Od początku roku schronienie w
jego noclegowni znalazło ponad 70 osób.
2005, bravo
|
| |
Wyszkowski Monar
i projekt "Eko-szansa"
Na początku przyszłego roku wyszkowski MONAR
rozpocznie realizację międzynarodowego projektu pod
hasłem "Eko-szansa, dajmy sobie pracę". Ośrodek dostał
na to od Unii Europejskiej ponad milion euro.
"Eko-szansa, dajmy sobie pracę" to projekt, który ma
pomóc w zapobieganiu wykluczeniu społecznemu osób
dotkniętych problemem uzależnienia. Program przyczyni
się do zwiększenia ich szans na rynku pracy. Dzięki
unijnym pieniądzom ośrodek MONAR przeprowadzi cykl
szkoleń dla kilkudziesięciu osób w zakresie prowadzenia
gospodarstwa ekologicznego. W ramach eksperymentalnego
gospodarstwa uczestnicy programu będą uczyć się hodowli
ginących gatunków zwierząt. Mają również możliwość
zdobycia umiejętności instruktora jazdy konnej i
hipoterapeuty. Z projektu będą mogli korzystać nie tylko
podopieczni MONAR-u, ale także wytypowani mieszkańcy
Wyszkowa. Partnerami wyszkowskiego ośrodka przy
realizacji tego projektu są Hiszpanie, Anglicy, Niemcy,
Francuzi i Finowie. Przedstawiciele organizacji
pozarządowych i miast partnerskich z tych krajów będą
teraz częstymi gośćmi w Wyszkowie.
31.10.2005 RDC
|
| |
Terapia przez sztukę
Fundacja Wspierania Twórczości, Kultury i Sztuki ARS
z Ośrodkiem Monar w Rożnowicach chcą zainteresować
młodzież sztuką. Chodzi głównie o osoby, które chcą się
spełnić jako artyści, a nie mają po temu możliwości.
Zdaniem organizatorów akcji ma ona również zapobiec
sięganiu znudzonej młodzieży po narkotyki i używki.
Terapię przez sztukę stosuje się już w ośrodku Monaru w
Rożnowiach. Efekt zajęć prezentuje wystawa "Tworząc -
żyjemy" pokazywana w Wielkopolskim Urzędzie Wojewódzkim
w Poznaniu. Organizatorzy akcji zapraszają wszystkich
chętnych na marsz promujący taką ideę. Wymarsz w
najbliższą sobotę o godzinie 16:00 spod Starego Browaru.
10.09.2005, TVP
|
| |
Wyszkowski Monar
dofinansowany przez Unię
2 miliony złotych z funduszy unijnych otrzymał
wyszkowski ośrodek Monar. Za pozyskane dotacje zrealizuje
dwa projekty związane z podwyższaniem kwalifikacji
zawodowych swoich pacjentów i mieszkańców Wyszkowa.
Pierwszy projekt zakłada utworzenie przy wyszkowskim ośrodku
gospodarstwa ekologicznego, w którym będą hodowane gatunki
ginących zwierząt, np. świni złotnistej, czy kurki
zielononóżki. To szansa także dla miejscowych rolników, gdyż
oprócz pacjentów Monaru 60 osób może wziąć udział w
szkoleniach w prowadzeniu gospodarstw ekologicznych.
Drugi projekt związany jest z podnoszeniem poziomu edukacji.
Cykl szkoleń dla pacjentów Monaru poprowadzi przez Internet
Uniwersytet Adama Mickiewicza w Poznaniu. Szkolenia
umożliwią ukończenie szkoły średniej lub zawodowej w
zawodzie poligrafa na potrzeby rozwijającej swą działalność
w Wyszkowie drukarni Winkowski.
Monar w Wyszkowie istnieje od siedemnastu lat. Nie po raz
pierwszy do udziału w swoich przedsięwzięciach zaprasza
mieszkańców miasta. Poprzez te działania ośrodek realizuje
ważne założenia terapii narkomanii: odnalezienie się na
rynku pracy i w społeczności lokalnej.
24.08.2005, RDC
|
| |
Druga szansa bezdomnych
Bezdomni z Markotu na Gaju wymienili już dach.
Chcą wyremontować cały budynek.
Potrzebna jest pomoc wałbrzyszan
Dom dla bezdomnych na wałbrzyskim Gaju znowu
pełny. W tej jedynej obecnie placówce w mieście,
prowadzonej przez Markot przebywa obecnie 50 osób,
również kobiety z małymi dziećmi. Po okresie zastoju i
paraliżu - przypomnijmy, że poprzedni szef Markotu
ulotnił się z pieniędzmi - dom znowu żyje. Dzięki pomocy
darczyńców, mężczyźni własnymi rękami wymienili dach
budynku, trwają intensywne prace remontowe w środku.
Potrzeby są jednak bardzo duże, dlatego mieszkańcy liczą
na pomoc wałbrzyszan. - Materiały budowlane są dla nas
jak prezent od św. Mikołaja - przekonuje szef domu
Wojciech Rybka.
"Dom dla osób bezdomnych i najuboższych" przy ulicy
Moniuszki, stowarzyszenie Markot prowadzi od 4 lat. W
jego historii zdarzało się wiele trudnych zakrętów.
Najgorszy w ubiegłym roku. W lipcu długi placówki były
tak duże, że zawisło nad nią widmo likwidacji. Dodatkowo
w listopadzie dotychczasowy szef ośrodka wyjechał, nie
informując nikogo o swoich planach. - Obecnie wychodzimy
na prostą. Przede wszystkim po perturbacjach z ostatnich
miesięcy staliśmy się wypłacalni i zaczęliśmy spłacać
swoje rachunki - mówi z zapałem Wojciech Rybka. Do
Wałbrzycha aż z Gdyni ściągnęła go szefowa Monaru
Jolanta Koczurowska. Ona sama wizytowała ośrodek na
początku lipca tego roku. Podkreślała wtedy, że to
ostatnia szansa na wyjście z kłopotów i należy ją
wykorzystać.
Potrzebne materiały
Tę szansę podchwycił m.in. dyrektor Domu Dziecka
"Rodzinka" Lech Stachera, który przez dwa miesiące
bardzo intensywnie pomagał wałbrzyskiemu "Markotowi".
-Nadal będę to robił, ale już jako społecznik - mówi
teraz. Pomoc na pewno się przyda, ponieważ pracy w
budynku jest bardzo dużo. Dach już został zrobiony, choć
dla mieszkańców domu bardziej od samego dachu liczy się
fakt, że w ogóle się udało. - To dla nas kolejny
argument, że jak się chce to można - tłumaczy Wojciech
Rybka. Obecnie trwają prace przy remontowaniu pokojów,
przydał się zorganizowany w domu magazyn materiałów. -
Właściwe liczymy na każdą pomoc - mówią osoby
przebywające w "Markocie" -Mamy lodówki, więc możemy
przechowywać żywność. Przyda się także odzież, choć
najbardziej liczymy na materiały budowlane, dzięki
którym będziemy mogli kontynuować remont. My dajemy
swoją pracę - dodają.
W domu przy ulicy Moniuszki 109 przebywa obecnie 50
osób, przede wszystkim mężczyźni. - To nie jest ośrodek
leczenia narkomanii, podkreśla Wojciech Rybka. To po
prostu dom, w którym schronienie znaleźć mogą osoby bez
dachu nad głową. - Zabezpieczamy przede wszystkim
Wałbrzych, choć zdarzają się osoby z całej Polski - mówi
Rybka. Warunkiem przebywania w ośrodku, który nie ma być
tylko zwykłą noclegownią - jest całkowita abstynencja.
Zero alkoholu i narkotyków, za to wytężona praca przy
remoncie i organizacji placówki.
Wyjść na prostą
Koniec lata i jesień to dla "Markotowców" najbardziej
intensywny okres. Trzeba zdążyć z remontami przed zimą.
Zwłaszcza, że obecnie to jedyna placówka w Wałbrzychu,
która przyjmuje bezdomnych. Prowadzona przez Miejski
Ośrodek Pomocy Społecznej noclegowania przy ulicy
Pocztowej jest remontowana. - Koniec remontu
przewidziany jest na grudzień. Powstanie tam
integracyjny dom z możliwością całodobowego przebywania
- mówi dyrektorka MOPS-u Krystyna Bartoszyńska.
Bezdomni, którzy do tej pory korzystali z noclegowni,
teraz trafili do Markotu. - Współpraca układa się
pomyślnie. Pracownicy socjalni mają stały kontakt z
podopiecznymi - mówi Rita Jóźwik, kierownik działu
Profilaktyki Uzależnień i Interwencji Kryzysowej MOPS-u.
Część z nich w grudniu wróci na Stary Zdrój, część
zostanie w swoim nowym domu.
Jest papa...
...ale nie ma transportu. Jedna z firm wrocławskich
przekazała wałbrzyskim bezdomnym 400 metrów papy. Dar
bardzo cenny, niestety mieszkańcy domu z ulicy Moniuszki
nie mają go czym przywieźć. - Szukamy firmy
transportowej, która pomoże nam w tej sprawie.
Oczywiście samochód ładujemy i rozładowujemy sami.
Możemy też dorzucić się do paliwa, mówią. Kontakt; numer
telefoniczny 0 507 368 184.
22.08.2005, Michał Wyszkowski, Wiadomości
Wałbrzyskie
|
| |
Monar w Lutej
W Lutej koło Stąporkowa ruszyły kolejne
prace przy budowie Ośrodka dla młodzieży uzależnionej od
narkotyków. Placówka Monaru, która powstaje w budynku po
szkole podstawowej powinna ruszyć już w styczniu.
Budynek po szkole podstawowej w Lutej gmina Staporków
przekazała Monarowi prawie 2 lata temu. Od razu zrodził
się pomysł by stworzyć tu placówkę, w której pomoc
znajdzie młodzież uzależniona od narktyków.
Koszt przystosowania budynku do potrzeb ośrodka
szacowany był na prawie 400 tysięcy złotych. Jednak w
związku z brakiem pieniędzy pomysłodawcy liczyli głównie
na dary od osób prywatnych. Te pozwoliły na między
innymi wymianę okien, zebranie podłogowych i ściennych
płytek czy materiałów na remont dachu. Mimo to jest
jeszcze wiele do zrobienia.
By otrzymać kontrakt od NFZ-etu budynek w Lutej czeka
jeszcze jesienna kontrola Sanepidu. Jeśli będzie
pozytywna, to od nowego roku do ośrodka trafi już
młodzież z całej Polski.
Monar to jedna z największych na świecie organizacji.
Rocznie udziela pomocy ponad 40-stu tysiącom osób w
ponad 100 placówkach w całym kraju.
05.08.2005, TVP
|
| |
Ten świat można
zmienić
Z przewodniczącą Stowarzyszenia "Monar" Jolantą
Łazugą - Koczurowską rozmawia Tadeusz Sułek.
- W sierpniu 2005 roku minie trzy lata od tragicznej
śmierci Marka Kotańskiego. Jolanta Łazuga - Koczurowska
jest jego "następcą" i kieruje Stowarzyszeniem Monar.
- Dlaczego swoje zawodowe plany zdecydowała się pani
realizować w Stowarzyszeniu "Monar"?
- Od samego początku jako psycholog pracowałam z ludźmi
uzależnionymi. Przed ponad dwudziestoma laty nie za bardzo
były miejsca, gdzie można byłoby to robić. Pewnego dnia
poszłam na spotkanie z Markiem Kotańskim, który przyjechał
do Gdańska. Wtedy postanowiliśmy, że zorganizujemy "Monar" -
organizację, która będzie pomagała osobom uzależnionym, a
zarazem pozostawionym samym sobie. Pierwszym moim pacjentem
była 14 letnia dziewczynka uzależniona od morfiny, potem
podobnych osób były setki, jeśli nie tysiące. Pomagaliśmy im
wychodzić z tego strasznego uzależnienia i wielu z nich
rozpoczęło normalne życie.
- Co panią najbardziej przeraża w dzisiejszej
rzeczywistości?
- Jestem zaniepokojona skalą ubożenia społeczeństwa i tym,
że coraz więcej osób jest wykluczanych z normalnego życia.
Martwi mnie to, jak niewiele potrzeba, aby znaleźć się na
marginesie życia. W społeczeństwie dążącym do sukcesu,
świecie goniącym za pieniądzem, naprawdę niewiele trzeba,
aby zostać wykluczonym. Wystarczy mieć trudności z pracą,
jakiś życiowy kryzys, gdzieś się zagubić, czy coś stracić i
jest to najprostsza droga do marginalizacji. Za tym idzie
"ucieczka w zapomnienie", są to narkotyki, alkohol. I to
jest już koniec.
- Jaka w tej sytuacji jest rola "Monaru"?
- Monar przede wszystkim stwarza warunki, aby wszyscy ludzie
mogli żyć godnie. W związku z tym jesteśmy otwarcie na
wszystkich ludzi, którzy potrzebują wsparcia. Nasza rola
jest szczególna, a plany i zadania z każdym rokiem przyjmują
coraz większe rozmiary. Proponujemy ludziom miejsce we
wspólnym domu, leczymy, dajemy pracę i pomagamy w trudnych,
często bardzo złożonych sytuacjach. Rocznie w Monar
udzielamy pomocy około 20 tysiącom bezdomnym. Obliczamy, że
w skali roku udzielamy około 100 tysięcy porad osobom
uzależnionym, kilkanaście tysięcy osób przebywa na stałe w
naszych 135 placówkach. Obecnie realizujemy ponad 200
programów pomocy dla zagubionych w tym świecie. Największy
nacisk kładziemy na readaptację społeczną.
- Chyba bardzo trudnym zadaniem jest spowodowanie,
aby osoba odtrącona przez społeczeństwo, wróciła do niego?
- Doszliśmy do wniosku, że ludzi nie możemy tylko leczyć,
czy dawać im miskę zupy przetrzymując ich w jakimś miejscu.
My musimy znaleźć dla nich sposób na życie. Dla nich
tworzymy miejsca pracy i przygotowujemy ich do tego, aby
samodzielnie sobie radzili. Rzeczywiście powrót do
społeczeństwa w wielu przypadkach może okazać się trudny.
Jednak najważniejsze jest to, aby zaczęli samodzielnie żyć i
byli z tego życia zadowoleni. Cały czas szukamy pomysłów,
aby pomóc tym ludziom i skutecznie realizujemy nasze
programy readaptacji społecznej.
- Spotykamy się w Ośrodku Monar w Oryszewie. Co może
pani powiedzieć o tej placówce?
- Przyznaję, że w ośrodku jestem drugi raz, ale wiele o nim
słyszałam i przyznaję jestem pod wrażeniem tego co dzieje
się w placówce. Jest to miejsce szczególne z dwóch powodów.
Przebywa tutaj wiele osób wymagających dodatkowej opieki. Są
to ludzie starsi, niepełnosprawni i wymagający stałej
opieki. Zaangażowanie pracujących powoduje, ze ośrodek
wspaniale sobie radzi. Przybywa ludzi, to miejsce jest w
szybkim tempie rozbudowywane i robi się coraz piękniej.
Dzisiaj byliśmy świadkami niecodziennego wydarzenia -
otwarcia ogrodu - parku przy placówce. To jest przecudowny
pomysł, taki głęboko ludzki. Pomyślano o tym, że ludzie
muszą mieć nie tylko przysłowiową zupę i miejsce do spania,
ale powinni gdzieś pospacerować i cieszyć się przyrodą.
Tutaj w Oryszewie budują sobie takie szczególne środowisko.
Cieszę się, że mamy w tym miejscu tak wspaniale kierującego
placówką Roberta Starzyńskiego. Tacy jak on wiedzą, jak
zmieniać świat ludzi, odrzuconych, a teraz przywracanych
społeczeństwu.
Dziękuję za rozmowę
Jolanta Łazuga-Koczurowska - przewodnicząca
Zarządu Głównego MONAR. Związana ze Stowarzyszeniem od roku
1981. Jest psychologiem klinicznym, certyfikowanym
specjalista terapii uzależnień. Absolwentka Uniwersytety
imienia Adama Mickiewicza w Poznaniu, stypendystka
Massachussetts University USA, posiada certyfikat
specjalisty terapii uzależnień Uniwersytetu w San Diego
California, od 10 lat współpracuje z Radą Europy. Jest
wykładowcą na Uniwersytecie Gdańskim. Założycielka
pierwszego w Polsce ośrodka rehabilitacji dla dzieci i
młodzieży zagrożonej uzależnieniami i uzależnionej w
Gdańsku. Jest członkiem Komitetu do spraw Przeciwdziałania
Narkomanii przy premierze rządu RP. Od 5 lat pełni funkcję
przewodniczącej Zarządu Głównego Polskiej Federacji
Społeczności Terapeutycznych. Autorka ponad 100 publikacji z
dziedziny terapii i profilaktyki uzależnień oraz wielu
referatów i prezentacji wygłoszonych na sympozjach i
konferencjach na całym świecie. Nagrodzona przez prezydenta
RP Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski. Interesuje
się sportem. Jej pasją sa ksiązki, muzyka i taniec.
12.07.2005, Życie Żyrardowa
|
| |
"MARKOT DAR
SERCA" w Oryszewie
Cieszyć się pełnią życia
Codziennie słyszymy o bezdomnych, o ludziach nie
radzących sobie z nową rzeczywistością, odtrąconych
przez najbliższych. Są wśród nich alkoholicy, narkomani,
ale i osoby starsze, schorowane. Wśród szukających
swojego miejsca na tej ziemi są wychowankowie domów
dziecka, opuszczający zakłady karne oraz eksmitowani na
bruk. Tacy ludzie spotkali się w Osadzie Oryszew w
gminie Wiskitki. Tam od kilkunastu lat funkcjonuje
Stowarzyszenie "MONAR" - Dom Spokojnej Starości noszący
nazwę "MARKOT DAR SERCA". Tam czuje się bicie
"prawdziwego serca", przyjaźń i troskę o drugiego
człowieka.
Od sześciu lat dyrektorem ośrodka "Monar" jest Robert
Starzyński. Dyrektor Starzyński był przyjacielem Marka
Kotańskiego, często się spotykali, rozmawiali o problemach
ludzi pozbawionych szans na samodzielną egzystencję i o
możliwościach jak najskuteczniejszego ich wspierania. "Kotan"
dawał im nie tylko wiarę i nadzieję, ale także gwarantował
schronienie i wyżywienie. Stworzył coś co będzie
funkcjonowało przez kolejne pokolenia, gdyż zawsze będą
ludzie zagubieni i
potrzebujących wsparcia.
Znaleźli ostoję
W Oryszewie znaleźli schronienie ludzie, których surowa
rzeczywistość wyrzuciła na margines życia. Są to w
większości osoby starsze, schorowane i zmęczone życiem.
Rzadko kto je wspomina, najczęściej są zapomniani przez
rodziny i bliskich. Obecność w ośrodku Markotu jest dla nich
ucieczką z marginesu życia, a może nawet przed śmiercią w
osamotnieniu. Dzisiaj niechętnie wspominają swoją
przeszłość, a ich droga do Oryszewa była bardzo złożona. Ich
życiorysy różnią się, wspólną cechą jest życiowy dramatyzm,
brak miłości, alkohol czy narkotyki. Większość z nich nie
wypracowała emerytur i nie posiada żadnych dochodów. Są
umieszczeni tutaj ludzie również z regionu Żyrardowa,
Skierniewic i Sochaczewa. Podczas wędrówki po obiekcie
spotkałem wielu mieszkańców Żyrardowa. Wielu z nich opuściło
swoje mieszkania, gdyż nie stać ich było, aby z niskich
świadczeń regulować czynsz i inne opłaty, nie byli w stanie
wyżywić się i równocześnie zakupić opał na zimę. Zdecydowali
się na dalsze życie w ośrodku Markotu. Mają wszystko
zapewnione i są wśród przyjaciół. Dzisiaj otwarcie mówią, że
dopiero w Oryszewie znaleźli odruch sympatii, życzliwości i
nie są skazani na przymieranie z głodu.
Korzyści ze współpracy
Ludzi trzeba wyżywić, ubrać ich, zapewnić ciepłe
pomieszczenia i dać gwarancję minimum socjalnego. Nie mają
żadnych funduszy gwarantowanych, a na utrzymanie tego
wszystkiego potrzebne są ogromne. Te pieniądze w dużym
stopniu wypracowują, niewielkie kwoty pochodzą ze świadczeń
podopiecznych mający renty i emerytury, ale największą
pozycją w "dochodach" jest wsparcie z różnych firm,
instytucji, fundacji i od sponsorów. Czasy są coraz
trudniejsze i o sponsorów nie jest łatwo. Duże korzyści
przynosi im współpraca z miejscowymi rolnikami, pomagają im
w pracach polowych, w remontach i są pomocni w każdej
sytuacji. W zamian otrzymują ziemniaki, warzywa, owoce i
inne produkty. W ich gospodarstwie przy ośrodku są uprawiane
warzywa i to wszystko pozwala, że są prawie samowystarczalni
w zaopatrywaniu swojej kuchni. Od pewnego czasu ośrodek może
liczyć na wsparcie ze strony samorządów, takimi przykładami
mogą być miasta: Żyrardów, Sochaczew, czy Grodzisk
Mazowiecki.
Goście dyrektora Roberta
Podczas rozmowy z prezes Stowarzyszenia Monar Jolantą Łazugą
- Koczurowską, która w minionym tygodniu gościła w
Oryszewie, rozmawialiśmy o tym jak wiele osób czeka na
wsparcie i pomoc. W dniu, kiedy pan prezes przyjechała do
gminy Wiskitki, gośćmi dyrektora Starzyńskiego były również
inne osoby zaprzyjaźnione z ośrodkiem: starosta powiatu
żyrardowskiego Stanisław Niewiadomski, prezydent Żyrardowa
Krzysztof Ciołkiewicz, dyrektor żyrardowskiego MOPS Ewa
Lasecka, naczelnik Wydziału Zdrowia Urzędu Miasta w
Żyrardowie Wiesława Wardziak, dyrektor MOPS w Sochaczewie
Teresa Michałowska, Grażyna Rymarczyk - dyrektor PCPR w
Grodzisku Mazowieckim, Katarzyna Dłuska - dyrektor
grodziskiego Ośrodka Pomocy Społecznej i Ewa Parafian -
zajmująca się poradnictwem prawnym dla potrzebujących
wsparcia. Do Oryszewa przyjechał również Grzegorz Karwacki -
kierownik jednej z noclegowni w Warszawie. Dyrektor Robert
Starzyński oprowadzał swoich gości po budynku, gdzie
zamieszkuje prawie 200 podopiecznych. Zimą ma tam
schronienie o kilkadziesiąt osób więcej. Wszędzie widać
było, że ludzie żyją w skromnych warunkach, ale jest tam
czysto i czuje się zdyscyplinowanie. Ludzie sobie pomagają i
za siebie wzajemnie ponoszą odpowiedzialność. Spacerując po
piętrach olbrzymiego gmachu widzieliśmy wspaniałą
organizację życia tej tak "wielkiej rodziny"
Pomysł na rekreację
Goście zaprzyjaźnieni z ośrodkiem w Oryszewie zostali
zaproszeniu na szczególną uroczystość. Właśnie została
zrealizowana część pomysłu Roberta Starzyńskiego. Tym
pomysłem była budowa na powierzchni ponad hektara gruntu -
parku rekreacyjnego. Dzięki temu zostanie zagospodarowany
zachwaszczony teren przy ośrodku. Zrobiono już tam bardzo
dużo. Pojawił się zbiornik wodny z fontanną, są ławki, dalej
wybudowano taras, gdzie stoją stoliki i parasole. Po całym
parku będą prowadziły aleje, część z nich jest już
wybetonowana. Jednak najciekawszym miejscem będzie duży
zbiornik wodny z wyspa pośrodku. Na wyspie rośnie
kilkudziesięcioletni świerk i tam będzie prowadziła
specjalnie zbudowana kładka. Robert Starzyński zakomunikował
swoim gościom, że za rok to miejsce jeszcze bardziej będzie
przypominało park. Przed rokiem w tym miejscu posadzono
prawie dwa tysiące drzew iglastych i liściastych, rośnie tam
także wiele krzewów ozdobnych.
Niewątpliwie te ambitne plany dyrektora Starzyńskiego
zostaną zrealizowane. On sam podczas spotkania wielokrotnie
powtarzał, że ci ludzie mają prawo do tego, aby żyć i
cieszyć się pełnią życia.
Za tydzień wywiad z prezes "Monar" Jolantą Łazugą -
Koczurowską.
05.07.2005, Zycie Żyrardowa,Tadeusz Sułek
|
| |
Nauczcie nas
pracować
Bezdomni. Jak im pomóc, warszawie podpowiada Haga
Holendrzy mają szkolić pracowników Monaru i
streetworkerów. - Od was będziemy się uczyć takiego
sposobu pracy, by zachować bliski kontakt z
podopiecznymi 0 mówili wczoraj przedstawiciele
zaprzyjaźnionej z warszawą Hagi.
Stowarzyszenie Monar i dwie haskie organizacje zajmujące się
pomocą bezdomnym i uzależnionym podpisały wczoraj
porozumienie o współpracy. Oba miasta - Warszawa i Haga - od
kilku lat wspierają się w tej dziedzinie.
- mamy ogromne doświadczenie w pracy z uzależnionymi.
Uczyliśmy się tego od dawna, bo Holandia zawsze była krajem,
przez który przemycano narkotyki. Chcemy się podzielić naszą
wiedzą - mówi Rob van Kleef z haskiego magistratu. W Hadze
do władz miasta należy planowanie strategii pracy z
uzależnionymi i bezdomnymi. Dbają o nich dwie instytucje -
Parnassii, największa w Europie organizacja zajmująca się
uzależnieniami oraz osobami z problemami psychiatrycznymi,
oraz Armia Zbawienia pracująca z bezdomnymi.
Paweł Wypych, dyrektor Biura Polityki Społecznej chce
wyszkolić streetworkerów, którzy sami docierają do
bezdomnych. - Holendrzy świetnie potrafią też współpracować
z mieszkańcami i przekonywać ich do budowy w ich sąsiedztwie
ośrodków dla niepełnosprawnych czy bezdomnych. My wciąż mamy
z tym problem - przyznał dyrektor Wypych.
Przewodnicząca Monaru Jolanta Łazuga- Koczurowska
podkreśliła, ze jej stowarzyszenie już korzysta ze
współpracy warszawsko-haskiej. Uruchomiło poradnię
psychologiczno- prawną dla bezdomnych, wprowadza holenderski
program pomocom osobom bezdomnym z zaburzeniami
psychicznymi. Najmłodsi podopieczni wyjeżdżają na wakacje do
Holandii, Monar wyposaża też swoje ośrodki w komputery.
W październiku oba miasta będą wspólnie pracować nad
zapobieganiem i zwalczaniem przemocy domowej. W tym
przypadku Holendrzy zamierzają korzystać z pomocy Warszawy.
- W Polsce system opieki nad osobami bezdomnymi jest mniej
rozwinięty niż u nas, ale tu pracownicy ośrodków maja z nimi
bliski kontakt, lepiej się rozumieją. My trochę się
pogubiliśmy, próbując usprawnić naszą pracę, wprowadzając
różne certyfikaty, itp. nasi pracownicy mogą się od was
uczyć sposobu pracy - chwalił Johan Koeman z Armii
Zbawienia. Wtórował mu Rob van Kleef z haskiego magistratu:
- Możemy się nauczyć, jak np. włączyć w pomoc uzależnionym
całą rodzinę. Problem nie ogranicza się tu najczęściej do
samego uzależnionego, zaangażowanie jego bliskich jest
jednak bardzo trudne. Warszawskie organizacje robią to ze
świetnym skutkiem. Spróbujemy przenieść wasze rozwiązania do
Hagi.
22.04.2005, Gazeta Wyborcza, Aneta Prymaka
|
| |
Pomoc i impreza dla
bezdomnych w stolicy
Bezdomni z Warszawy mogą dziś szukać wsparcia i informacji
na Dworcu Centralnym. W uruchomionym dziś punkcie
konsultacyjnym czekają pracownicy socjalni i prawnicy,
którzy poradzą bezdomnym gdzie mogą starać się o pomoc
finansową i jakie wsparcie oferuje im miasto.
Po południu z kolei w siedzibie Monaru przy Marywilskiej
zaplanowano imprezę dla bezdomnych. Będzie można posłuchać
koncertu, obejrzeć film, monodram i skosztować egzotycznych
potraw. Monar ma nadzieję, że w ten sposób zaktywizuje
bezdomnych i włączy ich w życie
14.03.2005 RDC
|
| |
Zima zła,
zwłaszcza bez domu
ROZPOCZYNA SIĘ AKCJA pomocy bezdomnym
W warszawie żyje najwięcej osób bezdomnych w Polsce.
Dziś rusza akcja mająca na celu pokazać drogi
wychodzenia z bezdomności.
Przez cały dzień - od 9 do 21 w Hali Dworca Głównego- będzie
działał punkt informacyjno - konsultacyjny prowadzony przez
Stowarzyszenie Monar. Bezdomni będą mogli porozmawiać z
prawnikiem, pracownikiem socjalnym. -W naszych ośrodkach
wciąż mamy wolne miejsca, potrzebujący mogą więc skierowania
do nich od ręki- mówi Monika Filipowicz z Monaru.
Akcja ma uwrażliwić warszawiaków na problem bezdomności. W
otwartej niedawno noclegowni przy ul. Skaryszewskiej 19
(okolice Dworca Wschodniego) warszawiacy mogą podzielić się
tym co mają. Przez cały dzień będzie prowadzona tu zbiórka
żywności, odzieży, środków czystości, pościeli, koców.
Akcja ta poprzedza przypadający 14 kwietnia dzień
bezdomnych.
14.03.2005, Gazeta Wyborcza, ANETA PRYMAKA
|
| |
W przyjaźni z
Monarem
W Feliksowie w gminie Poddębice ze zrozumieniem podeszli
do propozycji utworzenia w niszczejącym budynku po byłej
szkole ośrodka Monaru-Markotu. Obyło się bez najmniejszych
protestów. Dziś feliksowianie są zadowoleni z sąsiedztwa.
- Mieszkańcy domu bardzo dobrze się zachowują -uważa
Genowefa Kalczak. - Nikomu nie wadzą. I czasami mamy z nich
pożytek. Możemy ich wynająć, kiedy tylko potrzebujemy rąk do
pracy w polu.
Pensjonariusze Domu dla Osób Bezdomnych i Najuboższych
Monar--Markot w Feliksowie bardzo chętnie przystają na takie
propozycje. Przeważająca większość trafia do ośrodka bez
przysłowiowego grosza przy duszy, bo nie ma stałego źródła
dochodów. Dlatego każda zarobiona złotówka jest bezcenna.
Szefowie placówki bez dotacji muszą zadbać o byt swoich
podopiecznych oraz utrzymanie obiektu w należytym stanie.
- Osoby z zewnątrz nie mogą pojąć na jakich zasadach
funkcjonujemy - mówi kierownik ośrodka w Feliksowie Leszek
Ośmiałowski. - Odpowiadam, że naszymi sprzymierzeńcami są
przedstawiciele firm i instytucji, które bardzo dużo nam
pomagają i jeszcze nie chcą, by im za to dziękować. Naszym
największym problemem są media. Paliwo, prąd i telefony
stanowią podstawę naszej bytności, ale są najbardziej
kosztownym składnikiem działalności. Wszelkie materiały są
wprawdzie darmowe, ale trzeba nawiązać kontakt telefoniczny
z darczyńcą, przekonać go, a potem jechać po towar.
- Zapotrzebowanie na jakąś rzecz, której akurat
potrzebujemy, bardzo często musimy wcześniej zamówić faksem.
Tymczasem mamy do dyspozycji jedynie stare urządzenie, które
działa w jedną stronę. Wykorzystujemy moment, jak nie ma
zwarcia i... faksujemy - zdradza tajniki specyficznej pracy
biurowej Adam Maciejczyk.
- Dla nas nawet ten faks jest dużym udogodnieniem - zapewnia
kierownik Leszek Ośmiałowski. - Przynajmniej nie musimy już
jeździć do oddalonych o 15 kilometrów Poddębic.
Leciwy polonez truck prawie nie odpoczywa. Non stop jest w
trasie. Na przykład drzwi wejściowe do pokojów mieszkalnych
przywożone były z Krakowa oraz... Gdańska. Samochód dawno
już miał trafić na złom. W gronie podopiecznych znalazł się
jednak 24-letni Andrzej z pobliskiej Góry Bałdrzychowskiej,
który odnalazł się jako kierowca oraz mechanik. Rozebrał
poloneza na części, a potem zrobił z niego sprzęt, który
doskonale radzi sobie nawet na tak długich trasach.
- Dla młodej osoby taki dom jest tylko środkiem doraźnym -
uważa Adam Maciejczyk. - Za kilka lat widzę Andrzeja z żoną,
trójką dzieciaków i własnym samochodem. U nas mógłby dalej
jeździć, ale na etacie.
Stowarzyszenie Monar-Markot przejęło obiekt po byłej szkole
w Feliksowie w sierpniu 2003 roku. Był w opłakanym stanie.
Brakowało prądu, wody i telefonu. Wszystko, co pozostało po
szkole zostało zdewastowane. Złodzieje zdemontowali meble,
urządzenia sanitarne oraz... hydrofor. Nie pozostawili nawet
rur kanalizacyjnych w ziemi. Budynek nie miał centralnego
ogrzewania. Tylko w jednym z pomieszczeniu był piec kaflowy.
W spartańskich warunkach podopieczni przetrwali zimę. Wiosną
ubiegłego roku rozpoczął się gruntowny remont.
- Dużo pomogli nam miejscowi -przyznaje Ośmiałowski. -
Zaakceptowali nas, a z czasem zdążyliśmy się zaprzyjaźnić.
Ludzie z Feliksowa cieszą się, że budynek ich szkoły nie
poszedł na marne. Nadal żyje.
- W wielu miejscowościach Monar-Markot ma problemy z
urządzeniem ośrodka. Ludzie boją się, że będzie się szerzyła
narkomania. Że takie sąsiedztwo będzie miało zły wpływ na
dorastające dzieci - wymienia jedna z mieszkanek Feliksowa.
- My postanowiliśmy zaryzykować i marny spokój. Podopieczni
są dyscyplinowani przez kierownika, który dba o porządek.
Nawiązała się nawet współpraca. Wieś przywozi im drewno, a
oni za to pomagają w polu. Na plus jest zmiana wyglądu
szkoły. Trzeba przyznać, że mieszkańcy dbają o porządek
wkoło budynku. Wcześniej straszyły powybijane szyby w
oknach. Są jednak jeszcze w Feliksowie osoby, które nie do
końca przekonały się do sąsiedztwa osób bezdomnych i
uzależnionych od alkoholu. Do nich należy Maria Slawińska: -
Różni ludzie się tam przewijają. Czasy są takie, że trzeba
się bać. Na szczęście do tej pory żadnego przykrego
incydentu nie było. Słyszałam, że kierownik nie próżnuje,
żeby tak było.
Nasza rozmówczyni nie miała odwagi, by wybrać się osobiście
do szkoły. Inni nie mają takich oporów. Przychodzą popatrzeć
na kolejne osiągnięcia budowlano-remontowe podopiecznych
ośrodka. Ci mają się. czym chwalić. Największym sukcesem był
montaż centralnego ogrzewania.
-Jeszcze w sierpniu mieliśmy zero materiału - przypomina
Leszek Ośmiałowski. - We wrześniu ruszyliśmy z kopyta.
Grzejniki, rury oraz piec dostaliśmy od gminy z
modernizowanej szkoły w Bałdrzychowie. Instalację urządzeń
grzewczych za darmo wykonał nasz kolega Zbigniew Bramowski z
Abstynenckiego Klubu "Życzliwych serc" w Poddębicach. Trochę
brakujących rur i grzejników dała nam Sieradzka Spółdzielnia
Mieszkaniowa. Wszyscy bez wyjątku włożyliśmy dużo pracy i
serca w to zadanie.
W ogrzewanych pomieszczeniach ośrodka Monaru-Markotu
niedawno odbyło się zebranie wiejskie. Feliksów nie posiada
innego miejsca, w którym mieszkańcy wsi mogliby się tak
licznie spotkać. Kierownictwo domu mogło pochwalić się przed
nimi nową świetlicą oraz pomieszczeniami sanitarnymi, które
zostały urządzone przy pomocy materiałów z odzysku. Nic się
nie zmarnowało. Nawet potłuczone kafelki znalazły swoje
miejsce. Podopieczni wmontowali je w podłogę korytarza przy
tylnym wejściu do budynku.
- Cieszymy się, że społeczeństwo Feliksowa nas
zaakceptowało. Takie domy są bowiem potrzebne. W większości
ośrodków pomocy społecznej od drzwi pytają o dochody. Nikt
nie myśli co zrobić z tymi, którzy nie mają pieniędzy. U nas
każdy znajdzie miejsce - twierdzi Leszek Ośmiałowski.
01.03.2005 Krzysztof Koniecki, Nad Wartą
|
| |
Pomoc dla
bezdomnych
200 tysięcy złotych otrzymały organizacje i
stowarzyszenia działające na rzecz osób bezdomnych na
Mazowszu.
Dofinansowanie otrzymało 14 projektów wspierających
osoby ubogie i dotknięte bezdomnością. Pieniądze otrzyma
miedzy innymi Stowarzyszenie Alter Ego, Monar, Fundacja
Tarkowskich oraz Ośrodek Charytatywny "tylko z darów
miłosierdzia". Dodatkowo zarząd województwa przeznaczył
300 tys. zł na pomoc rodzinom i osobom będącym w trudnej
sytuacji życiowej. Pieniądze będą przeznaczone na
posiłki, wypoczynek dla dzieci oraz kursy edukacyjne.
01.03.2005 RDC
|
| |
Strzykawki bez
dotacji
Po raz pierwszy od ośmiu lat prowadzony przez MONAR
program wymiany igieł i strzykawek dla narkomanów nie
otrzymał dotacji z Urzędu Miasta Krakowa. Wprawdzie
inicjatywa podobała się komisji przyznającej fundusze, ale -
zdaniem urzędników - MONAR chciał zbyt dużo pieniędzy na
wynagrodzenia dla pracowników
Ośmioosobowy zespół studentów ostatnich lat pedagogiki,
socjologii i psychologii codziennie bez względu na pogodę i
porę roku wyrusza na ulice, aby dostarczyć narkomanom czyste
igły i strzykawki w zamian za zużyte.
To na razie jedyna skuteczna metoda zapobiegania
rozprzestrzenianiu się wśród narkomanów AIDS i innych chorób
zakaźnych. Dotychczas program ten był częściowo finansowany
przez Wydział Spraw Społecznych Urzędu Miasta.
Decyzja urzędników o cofnięciu dotacji jest niezrozumiała
dla przedstawicieli Monaru. Pytają, dlaczego zamiast wzorem
lat ubiegłych przyznać kwotę mniejszą od wnioskowanej -
odrzucono projekt w całości.
Monar ma jeszcze możliwość wystąpienia o dotację do
marszałka i wojewody. Warto pamiętać, że program wymiany
strzykawek to nie tylko pomoc dla narkomanów. To także
dbanie o bezpieczeństwo nas wszystkich.
23.02. 2005, TVP
|