headerphoto

Czytelnia

Monar w mediach - archiwum 2005

 

Wzajemnie potrzebni

POMOC - 1,5 tys. ton darmowego ciepła

Od listopada we wszystkich placówkach Markotu przygotowywane są dodatkowe miejsca noclegowe i darmowe posiłki. Łącznie 1500 łóżek. - przyjmujemy wszystkich, którzy są w potrzebie, niezależnie od stanu, w jakim się znajdują. Jesteśmy przygotowani do zimy, by zaspokoić potrzeby bezdomnych. Podopiecznym nie zabraknie też ciepła zapewnionego Dzięki za wszystko darczyńcom Elektrociepłowniom warszawskim - mówi Jolanta Łazuga - Koczurowska, przewodnicząca zarządu głównego Stowarzyszenia Monar.
Szefowa Monaru po podpisaniu umowy, dzięki której stowarzyszenie otrzyma 1,5 tys. tron węgla na ogrzanie swoich placówek dla bezdomnych, przyznała, iż ma nadzieję, że zapoczątkuje to współprace z innymi firmami. - Nie posiadamy swoich środków finansowych, pomagamy ludziom w potrzebie tym, czym sami zostajemy wspomożeni. Dlatego jesteśmy otwarci na każdą formę pomocy i współpracy - mówiła Koczurowska. Jedną z takich form jest pogotowie społeczne Monaru. Jeden samochód, w określonych godzinach przy współpracy z policją i strażą miejską, jeździ w miejsca, gdzie przebywają bezdomni. Są informowani, gdzie mogą szukać pomocy i schronienia. Chętni z miejsca trafiają do placówek. Jednak są tez tacy, którzy z różnych powodów wybierają życie we własnych, niekiedy kartonowo-gazetowych schronach. Od styczna planowane jest rozpoczęcie akcji pn. "Wzajemnie potrzebni", pomagającej bezdomnym przetrwać zimę w miejscu przez nich obranym. Polegać będzie m.in. na dowożeniu takim osobom ciepłej herbaty, skromnego posiłku, kocy, szalików, rękawic, skarpet, itp. Osoby, które chciałyby przekazać tego typu zimowy asortyment, mogą zgłaszać Siudo siedziby Monaru przy ul. Nowolipki 9b.

09.12.2005, Trybuna

Ciepło dla Monaru

POMOC SPOŁECZNA - Otrzymają opał

Elektrociepłownie Warszawskie będą dostarczać za darmo węgiel dla 10 ośrodków Monaru. Dziś zostaną podpisane dokumenty w tej sprawie.
Elektrociepłownie zaopatrzą 8 ośrodków dla bezdomnych i 2 ośrodki leczenia uzależnień prowadzonych przez Monar w Warszawie i okolicach. W stolicy, gdzie stowarzyszenie ma ok. 1500 miejsc noclegowych, będą to m.in. placówki przy ul. Marywilskiej, Skaryszewskiej, Kijowskiej i Rudnickiego.
Dziś przedstawiciele Monaru spotkają się z władzami miasta, województwa i policją.
- Chodzi między innymi o sposób dowożenia bezdomnych do noclegowni i lepsze informacje o tym, gdzie jeszcze mamy wolne miejsca - wyjaśnia cel spotkania Monika Filipowicz, sekretarz zarządu Monaru.
W ramach pięcioletnich umów podpisanych z miastem Monar realizuje 11 programów pomocy osobom bezdomnym

8.12.2005, Rzeczpospolita, kbac
 

Bezdomni nie zmarzną

Bezdomni w Warszawie korzystający z pomocy Monaru z pewnością tej zimy nie zmarzną! Koniec problemów z dostawą ciepła zagwarantowały dzisiaj Elektociepłownie Warszawskie.

Spółka podpisała z Monarem w tej sprawie list intencyjny, na mocy którego Elektrociepłownie zobowiązały sie dostarczyć do końca roku noclegowniom 1,5 tys. ton węgla. Monar zacieśnił również współpracę ze stołeczną policją. Funkcjonariusze będą od dziś dokładnie sprawdzać w których noclegowniach są wolne miejsca i tam potrzebujących zawozić.

08.12.2005 RDC

 

Resztki dla bezdomnych

Organizacje pozarządowe szykując się do zimy

- ilu sponsorów pomagających bezdomnym można znaleźć w społeczeństwie, którego 59 proc. Żyje poniżej minimum socjalnego, a 11 proc. Poniżej minimum egzystencji? - pyta pracowniczka Polskiego Czerwonego Krzyża

Przyjęliśmy zasadę, ze niezależnie od liczby miejsc, jakimi dysponujemy, nikomu drzwi przed nosem się nie zamyka. Do naszych ośrodków w kraju zostanie przyjęty każdy bezdomny, który się zgłosi - mówi Monika Filipowicz ze Stowarzyszenia Monar.
Zbliżająca się zima to czas intensywnych przygotowań w organizacjach zajmujących się pomocom bezdomnym. Rząd Marcinkiewicza przekażę dodatkowe 3 mln zł z rezerwy budżetu państwa na program "Bezdomność". Poprzedni gabinet przeznaczył na ten cel 5 mln zł. Dodatkowe pieniądze mają uzupełnić potrzeby organizacji, które w ramach konkursu otrzymały dotacje na niewystarczającym poziomie. Jak poinformowano nas w biurze prasowym resortu pracy, te dodatkowe środki trafią do tych organizacji, które zgłosiły takie zastrzeżenia.
W ub. roku Monar otworzył w warszawie nowy ośrodek przy ul. Skaryszewskiej, gdzie przygotowano 300 miejsc. Każdy bezdomny, który się zgłosi, może liczyć na nocleg, ciepły posiłek, ubranie i pomoc pracownika socjalnego. W Warszawie jest 9 ośrodków Monaru. W całym kraju - kilkadziesiąt. W stolicy przy ul. Hożej funkcjonuje punkt skierowań i poradnia psychologiczna Monaru. Pracownicy tego punktu po rozmowie z bezdomnym decydują, do którego z ośrodków1) najlepiej go skierować. - Zgłaszają się ludzie z różnymi potrzebami. I tak np. do innego ośrodka skierujemy bezdomną kobietę z dzieckiem, do innego osobę starszą, czy niepełnosprawną - informuje Filipowicz. - W tym roku ustaliliśmy sobie z Komendą Główną Policji zasady współpracy i przekazywania sobie informacji o bezdomnych- dodaje.
Monar na prowadzenie 30 ośrodków w całym kraju dostał w tym roku 220 tys. zł dotacji z Ministerstwa Pracy. Te pieniądze powinny wystarczyć do końca roku. -Szkoda, że dotacje praktycznie w ostatniej chwili, to takie resztki z budżetu. Gdybyśmy wcześniej wiedzieli, na jakie środki ze strony państwa możemy liczyć, z pewnością ułatwiłoby to nam pracę i umożliwiło bardziej racjonalnie zaplanować niektóre działania- uważa Filipowicz. Podobnie ocenia tę sytuacja Melania Montwiłł z zarządu Głównego Polskiego Czerwonego Krzyża. - Pieniądze z puli resortu polityki społecznej dostajemy niemal w ostatniej chwili - narzeka. - Uczestniczyliśmy konkursie, ale przyznano nam jedynie 17 proc. kwoty, o jaką się zwracaliśmy. To pokrywa zaledwie 8 proc. Naszych potrzeb - wylicza Montwiłł. - w tej sytuacji nie poradzilibyśmy sobie bez sponsorów, którzy pomagają prowadzić jadłodajnie, przekazują na rzecz bezdomnych żywność i środki czystości - podkreśla działaczka PCK. - Dużą pomoc mamy od samorządów do czego są one zobowiązane ustawowo. Bez tego wsparcia nie byłoby możliwe funkcjonowanie takich organizacji jak PCK - zastrzega. - Dodatkowe pieniądze z ministerstwa dostaniemy dopiero za 2-3 tygodnie, a musimy się rozliczyć do końca roku. Czasu jest więc bardzo mało - mówi Montwiłł.
PCK prowadzi 5 stacjonarnych domów dla bezdomnych. Na ludzi pozbawionych dachu nad głową czeka w nich 150 miejsc. - Praktyka zmusiła nas do rozszerzenia pomocy - zastrzega Anna Wilk z biura promocji Zarządu Głównego PCK. - Gdy przychodzi zima, uruchamiamy też pomoc doraźną, np. wydawanie ciepłych posiłków i organizowanie dodatkowej noclegowni - informuje. Z doraźnej pomocy rzeczowej i sanitarnej PCK mogą bezdomni skorzystać np. w Morągu. Z 8 jadłodajni prowadzonych przez PCK codziennie korzysta ok. 500 osób.
Sytuacja bezdomnych zależy od miasta, w którym przebywają. Wiadomo, że wielu bezdomnych przyjeżdża do warszawy i tutaj starają się jakoś zorganizować sobie życie. - W gdańskim schronisku Towarzystwa Pomocy im. Brata Alberta mamy jeszcze sporo miejsc dla bezdomnych. Zgłaszają się do nas przez cały rok - mówi Robert Osłoński, dyżurny opiekun w tym schronisku. - Mamy umowę z Miejskim Ośrodkiem Pomocy Społecznej, który kieruje do nas bezdomnych. Oczywiście przydałoby się więcej pieniędzy dla schroniska, jednak na razie udaje się nam wiązać koniec z końcem - przyznaje.
- Wielu bezdomnych nie chce korzystać z noclegowni i stacjonarnych ośrodków, które dla nich przygotowaliśmy. Może bardzo sobie cenią wolność. Dla nich chcemy zorganizować pogotowie społeczne świadczące bardzo doraźną pomoc i udzielające porad, np. wydających ciepłą herbatę, posiłek - informują w Monarze i przyznają, ze z każdej formy pomocy bezdomnym korzysta co roku coraz więcej osób. (MOS)

03.12.2005, Trybuna

 

Pogotowie Społeczne MONARU w Warszawie

Jest duża szansa na to, że w Warszawie pojawi się zimą Pogotowie Społeczne MONARU. Polegać ono będzie na tym, że pracownicy noclegowni będą jeździć do potrzebujących i za darmo rozwozić im ciepłą herbatę, czapki, szaliki, czy skarpety.

Monar już apeluje do warszawiaków o przynoszenie do noclegowni ciepłych rzeczy, a także szuka sponsora, który by podarował Stowarzyszeniu sprawny samochód. A oprócz pogotowia społecznego miasto w tym roku przygotowało dla bezdomnych około trzech tys. miejsc w noclegowniach. Niektóre z nich tak jak np. sezonowy przytułek przy ul. Przyce - już przedwczoraj przyjął pierwszych potrzebujących.

03.11.2005 RDC

 

Niezwykły remont kamienicy przy Kazimierzowskiej

Remontujcie z nami
W ruch poszły szpachle, papier ścierny i miotły. Mieszkańcy z Kazimierzowskiej zaczęli wczoraj remont swojego domu. Pomagają im bezdomni z Monaru.

Od rana w kamienicy było gwarno i tłoczno. Stara suszarnia na ostatnim piętrze zamieniła się w centrum dowodzenia. Mieszkańcy składują w niej wszystkie narzędzia, drabiny i farby. Na parterze zawiesili gazetkę remontową z harmonogramem prac. Do Bożego Narodzenia chcemy wymienić okna na klatce .schodowej i pomalować korytarz - mówi Tadeusz Piekarski z drugiego piętra. Panie Wanda i Barbara, sąsiadki z parteru, przygotowały herbatę, kawę i ciastka dla robotników. - Moim obowiązkiem jest dopilnować, żeby ekipa remontująca nasz dom nie opadła z sił. Zrobię kanapki i ugotuję zupy - mówi Barbara Jełowicka. -Nie lubię siedzieć bezczynnie. Lata nie pozwalają mi na skakanie po drabinie, ale zawsze mogę coś upichcić - dodaje.
Kamienica, w której mieszkają od lat, popada w ruinę - ze ścian wypadają cegły, woda leje się po rurach. Lokatorzy sami administrują domem jako wspólnota, ale kwota zgromadzona przez nich na fundusz remontowy była za mała, żeby zrobić porządek z elewacją. Dlatego po pomoc zgłosili się do fundacji Habitat for Humanity zajmującej się budową domów dla rodzin w trudnej sytuacji. Do swoich akcji często zaprasza ona wolontariuszy z innych organizacji i przedsiębiorstw. Tym razem bez trudu udało się jej namówić ludzi z Monaru oraz z fundacji Sławek wspierającej osoby, które wyszły z więzienia. W sobotę przy remoncie będą pomagać studenci i pracownicy City Banku. - To nie będzie fuszerka. Większość z nas jest po szkołach budowlanych. Nie będą potrzebne żadne poprawki. Przynajmniej nie tułamy się bezczynnie po mieście - chwali sobie Sławomir, podopieczny Monaru. Od sześciu lat jest bezdomny.
- Chętnych rąk do pracy nigdy za wiele. Jeśli ktoś ma czas, zapraszamy - apeluje Dorota Binkiewicz z fundacji Habitat for Humanity.

Marta Płoskońska, Gazeta Wyborcza

 

Mieszkańcy remontują swoją kamienicę

Wzięli dom w swoje ręce

Przy ul. Kazimierzowskiej 76 mieszkają 23 rodziny. Ich kamienicę zbudowano w latach 50. z cegły rozbiórkowej. Budynek zaczął jednak popadać w ruinę. - Większość mieszkań to lokale własnościowe. Administrujemy domem jako wspólnota. Zgromadzony przez nas fundusz remontowy był za mały, żeby zrobić porządek z elewacja, Musielibyśmy wziąć kredyt, na który nas nie stać - opowiada Jerzy Kozłowski, jeden z najdłużej mieszkających przy Kazimierzowskiej lokatorów. Z pomocą przyszła fundacja Habilal for Humanity zajmująca się budową domów dla rodzin w trudnej sytuacji. - W czerwcu daliśmy ogłoszenie w prasie, że szukamy wspólnot mieszkaniowych z domów potrzebujących remontu. Dostaliśmy wiele zgłoszeń. Mieszkańcy ul. Kazimierzowskiej ujęli nas swoją otwartością i ochotą do pracy. Panie od razu zgłosiły się do sprzątania i przygotowywania wolontariuszom posiłków. Prace zaczynamy za tydzień - mówi Dorota Binkiewicz z fundacji Habitat for Humanity. W renowacji pomogą także wolontariusze z Monaru oraz z Fundacji "Sławek" wspierającej osoby, które wyszły z więzienia.
Pomogą im wolontariusze. Wczoraj wszyscy razem układali plan działania.
Głównym organizatorem remontu ze strony mieszkańców jest Tadeusz Piekarski. - Do Bożego Narodzenia chcemy wymienić okna na klatce schodowej i pomalować korytarz. Na wiosnę ocieplimy budynek i zajmiemy się elewacją - mówi.-Jest naszą złotą rączką. Ale droczy się z nami, że ściany będą czerwone. Kto to widział w porządnym domu taki kolor!- śmieje się Wanda Łaska.- Dziesięć osób miałoby piętnaście pomysłów, więc sam wybrałem-kolor. Klatka będzie niebieska - mówi Piekarski. Lokatorzy mówią, że stanowią jedną wielką rodzinę. Razem obchodzą imieniny, dawniej wspólnie wyjeżdżali na wycieczki. - Jeden może liczyć na drugiego. Krótko po zawale reperowałem u pani Wandy puszkę z prądem. Zagadaliśmy się. W tym czasie kilku sąsiadów pukało do mnie. Zaniepokojeni, że nie odpowiadam, zadzwonili po straż i pogotowie. Dopiero gdy strażacy podstawili drabinę pod mój balkon, zorientowałem się, że o cho chodzi- opowiada Tadeusz Piekarski. Mieszkańcy zapowiadają, że kiedy uporają się z remontem, znajdą nowe wyzwanie.

Marta Płoskońska, Gazeta Wyborcza

 

Chłopak z wielkim sercem

W Ełku tego 18-latka znają niemal wszyscy. Nikodem prowadzi schronisko dla bezdomnych. Daje im jeść, mają gdzie spać. Wielu z nich mówi do niego: "szefie"

Niedziela - jedyny dzień, kiedy chłopak ma trochę luzu. Nikodem Kemicer siedzi przed kompem i pije herbatę. Do schroniska dla bezdomnych przywiózł z domu własny pecet i mały telewizor. Ale dziś z beztroskiego grania nic nie będzie. Właśnie dzwoni telefon. Z jakiegoś sklepu: mają trochę jedzenia do oddania. "Za pięć minut będę", mówi. Po kwadransie już pakuje jedzenie do bagażnika samochodu. Jakiś miejscowy dziadek woła do niego z daleka: "Nikodem, cześć!". Znają go tu niemal wszyscy, wielu na ulicy go pozdrawia. Uśmiecha się na przywitanie. l zaczyna ładować do bagażnika "zdobyczne" kefiry, mleko, jakieś zupy. "Fajnie, będzie dla ludzi na śniadanie", cieszy się chłopak. Schronisko dla bezdomnych, które prowadzi, może pomieścić około 30 osób. "Teraz jest tu 13 ludzi, ale jak przyjdą mrozy, będzie więcej", wyjaśnia Nikodem.
Kiedyś po tani jedzenie ze sklepów i hurtowni Nikodem jeździł razem z ojcem. Teraz wszystko załatwia sam albo bierze do pomocy jednego z mieszkańców schroniska

Ojciec "zgłupiał".
Wszystko zaczęto się 7 lat temu, gdy Nikodem miał 11 lat. Mieszkał z rodzicami w Drygałach, 20 kilometrów od Ełku. Pewnego dnia tato Nikodema stwierdził, że będzie pomagał ludziom. Tak zwyczajnie. Oglądał telewizję i trafił na program o biedzie. "No to będę pomagał", powiedział. Brat Nikodema był przekonany, że ojciec zgłupiał na stare lata. "Mama, jak wróciła z pracy, myślała, że żartuje. Ale tata jak się uparł, tak zrealizował wszystko, co wymyślił. Mama musiała się zgodzić", mówi Nikodem. Mama Nikodema jest lekarką.

W przychodni ogłosiła, że jak ktoś jest głodny, to może przyjść na obiad. Upadające PGR-y, ludzie bez pracy, nie ma co jeść. W okolicy panowała bieda. Pierwszy dzień pomagania wyglądał zupełnie zwyczajnie. Nikodem wrócił ze szkoły, a jakieś 20 minut później usłyszeli pukanie. "Czy to prawda, że u państwa można zjeść obiad?", zapytał ktoś w drzwiach. Tego dnia przyszło 7 osób. Ojciec Nikodema ugotował zupę pomidorową, l tak się zaczęto. Rodzice Nikodema nie byli bogaci. Mama lekarka, tato na rencie. W dodatku sam ciężko chory na stwardnienie rozsiane. "Ale ojciec
stwierdził, że sens życia tkwi w tym, by dawać, a nie brać", mówi Nikodem. Jak się okazało, wziął sobie te słowa do serca.

Pomógł Kotański
Na początku trochę się sąsiedzi buntowali. Bo Kemicerowie tę swoją prywatną stołówkę otworzyli w bloku. Nie wszystkim mieszkańcom podobało się, że przychodziło do nich tylu ludzie. A z czasem przychodziło ich coraz więcej. No to i więcej trzeba było tej zupy gotować. "Wtedy tato zaczął jeździć po hurtowniach, by zdobyć coś do jedzenia. Ale to się wszystko działo na wariackich papierach, trzeba to było jakoś zalegalizować. Więc ojciec pojechał do Marka Kotańskiego. A Kotański wystawił nam upoważnienie na prowadzenie stołówki i włączył ją do swego Centrum Pomocy Bliźniemu ťMonar-MarkotŤ. Jak już była pieczątka, hurtownie inaczej patrzyły", opowiada Nikodem, który wiele razy jeździł z ojcem po hurtowniach i sklepach. Wracał ze szkoły, jadł obiad - i w drogę. Ich stołówka stała się znana w całej gminie. Z mieszkania w bloku przeniosła się do starej restauracji. Wydaje około 200 obiadów dziennie. Po zupę przyjeżdżają ludzie nawet z odległych miejscowości. A gmina dała do pomocy dwie bezrobotne kucharki.

Serce po ojcu
Ojciec Nikodema chciał pomagać więcej i więcej. Po stołówce w Drygałach otworzył schronisko dla bezdomnych w Ełku. Myślał o otworzeniu hospicjum dla umierających dzieci. Ale tato Nikodema sam był ciężko chory, zmarł na początku zeszłego roku. Stołówka jednak nie upadła. "Tydzień po śmierci taty znowu wydawaliśmy posiłki", mówi Nikodem. A potem sam się przeniósł do Ełku i prowadzi schronisko, które założył ojciec. "Szkoda było zostawić to, co stworzył tata. Bo to prawda, co tato mówił, że sens życia tkwi w tym, by dawać, nie brać", mówi Nikodem... Ze stołówki w Drygałach codziennie autobusem przyjeżdża baniak zupy. A tu, do schroniska w Ełku, mogą przyjść ludzie, którzy nie mają gdzie spać albo chcą coś zjeść. Nikodem wygląda jak zwyczajny nastolatek. Ma dziewczynę, kumpli. Ale nie prowadzi tak beztroskiego życia jak rówieśnicy. Musi jeździć, załatwiać, prowadzi całe biuro, wysyła pisma do urzędów. Musi, by wszystko było jak należy. l jest. Gdy przyszła kontrola z sanepidu, nie mieli zastrzeżeń. W schronisku Nikodema jest świetlica z telewizorem, sypialnia z piętrowymi łóżkami, spiżarnia z zamrażarką, łazienka. Wszędzie czysto i porządek. Żyje się tu jak w rodzinie. Gdy bezdomni mówią do Nikodema "szefie", on im na to: "Ej, no ja jestem młodszy, po imieniu sobie mówmy". Nikodem przeniósł się do liceum zaocznego, by mieć na to wszystko więcej czasu. Jest teraz w klasie maturalnej. Uczy się dobrze, a po maturze chce iść na prawo. Ojciec Nikodema też był prawnikiem... Po powrocie ze sklepu, gdy jedzenie jest już wniesione do spiżarni, Nikodem zabiera się za gotowanie kiełbasy na gorąco. Na zewnątrz mróz, a tu ciepło, jedzenie i miła atmosfera. Od razu też widać, że bezdomni lubią Nikodema. "Po co to robię? Zwyczajnie: nie lubię czytać w gazetach, że jakiś bezdomny zamarzł", mówi. Od początku roku schronienie w jego noclegowni znalazło ponad 70 osób.

2005, bravo

 
Wyszkowski Monar i projekt "Eko-szansa"

Na początku przyszłego roku wyszkowski MONAR rozpocznie realizację międzynarodowego projektu pod hasłem "Eko-szansa, dajmy sobie pracę". Ośrodek dostał na to od Unii Europejskiej ponad milion euro.

"Eko-szansa, dajmy sobie pracę" to projekt, który ma pomóc w zapobieganiu wykluczeniu społecznemu osób dotkniętych problemem uzależnienia. Program przyczyni się do zwiększenia ich szans na rynku pracy. Dzięki unijnym pieniądzom ośrodek MONAR przeprowadzi cykl szkoleń dla kilkudziesięciu osób w zakresie prowadzenia gospodarstwa ekologicznego. W ramach eksperymentalnego gospodarstwa uczestnicy programu będą uczyć się hodowli ginących gatunków zwierząt. Mają również możliwość zdobycia umiejętności instruktora jazdy konnej i hipoterapeuty. Z projektu będą mogli korzystać nie tylko podopieczni MONAR-u, ale także wytypowani mieszkańcy Wyszkowa. Partnerami wyszkowskiego ośrodka przy realizacji tego projektu są Hiszpanie, Anglicy, Niemcy, Francuzi i Finowie. Przedstawiciele organizacji pozarządowych i miast partnerskich z tych krajów będą teraz częstymi gośćmi w Wyszkowie.

31.10.2005 RDC

 

Terapia przez sztukę

Fundacja Wspierania Twórczości, Kultury i Sztuki ARS z Ośrodkiem Monar w Rożnowicach chcą zainteresować młodzież sztuką. Chodzi głównie o osoby, które chcą się spełnić jako artyści, a nie mają po temu możliwości.

Zdaniem organizatorów akcji ma ona również zapobiec sięganiu znudzonej młodzieży po narkotyki i używki. Terapię przez sztukę stosuje się już w ośrodku Monaru w Rożnowiach. Efekt zajęć prezentuje wystawa "Tworząc - żyjemy" pokazywana w Wielkopolskim Urzędzie Wojewódzkim w Poznaniu. Organizatorzy akcji zapraszają wszystkich chętnych na marsz promujący taką ideę. Wymarsz w najbliższą sobotę o godzinie 16:00 spod Starego Browaru.

10.09.2005, TVP

 

Wyszkowski Monar dofinansowany przez Unię

2 miliony złotych z funduszy unijnych otrzymał wyszkowski ośrodek Monar. Za pozyskane dotacje zrealizuje dwa projekty związane z podwyższaniem kwalifikacji zawodowych swoich pacjentów i mieszkańców Wyszkowa. 

Pierwszy projekt zakłada utworzenie przy wyszkowskim ośrodku gospodarstwa ekologicznego, w którym będą hodowane gatunki ginących zwierząt, np. świni złotnistej, czy kurki zielononóżki. To szansa także dla miejscowych rolników, gdyż oprócz pacjentów Monaru 60 osób może wziąć udział w szkoleniach w prowadzeniu gospodarstw ekologicznych.
Drugi projekt związany jest z podnoszeniem poziomu edukacji. Cykl szkoleń dla pacjentów Monaru poprowadzi przez Internet Uniwersytet Adama Mickiewicza w Poznaniu. Szkolenia umożliwią ukończenie szkoły średniej lub zawodowej w zawodzie poligrafa na potrzeby rozwijającej swą działalność w Wyszkowie drukarni Winkowski.
Monar w Wyszkowie istnieje od siedemnastu lat. Nie po raz pierwszy do udziału w swoich przedsięwzięciach zaprasza mieszkańców miasta. Poprzez te działania ośrodek realizuje ważne założenia terapii narkomanii: odnalezienie się na rynku pracy i w społeczności lokalnej.

24.08.2005, RDC

 

Druga szansa bezdomnych

Bezdomni z Markotu na Gaju wymienili już dach.
Chcą wyremontować cały budynek.

Potrzebna jest pomoc wałbrzyszan


Dom dla bezdomnych na wałbrzyskim Gaju znowu pełny. W tej jedynej obecnie placówce w mieście, prowadzonej przez Markot przebywa obecnie 50 osób, również kobiety z małymi dziećmi. Po okresie zastoju i paraliżu - przypomnijmy, że poprzedni szef Markotu ulotnił się z pieniędzmi - dom znowu żyje. Dzięki pomocy darczyńców, mężczyźni własnymi rękami wymienili dach budynku, trwają intensywne prace remontowe w środku. Potrzeby są jednak bardzo duże, dlatego mieszkańcy liczą na pomoc wałbrzyszan. - Materiały budowlane są dla nas jak prezent od św. Mikołaja - przekonuje szef domu Wojciech Rybka.
"Dom dla osób bezdomnych i najuboższych" przy ulicy Moniuszki, stowarzyszenie Markot prowadzi od 4 lat. W jego historii zdarzało się wiele trudnych zakrętów. Najgorszy w ubiegłym roku. W lipcu długi placówki były tak duże, że zawisło nad nią widmo likwidacji. Dodatkowo w listopadzie dotychczasowy szef ośrodka wyjechał, nie informując nikogo o swoich planach. - Obecnie wychodzimy na prostą. Przede wszystkim po perturbacjach z ostatnich miesięcy staliśmy się wypłacalni i zaczęliśmy spłacać swoje rachunki - mówi z zapałem Wojciech Rybka. Do Wałbrzycha aż z Gdyni ściągnęła go szefowa Monaru Jolanta Koczurowska. Ona sama wizytowała ośrodek na początku lipca tego roku. Podkreślała wtedy, że to ostatnia szansa na wyjście z kłopotów i należy ją wykorzystać.

Potrzebne materiały
Tę szansę podchwycił m.in. dyrektor Domu Dziecka "Rodzinka" Lech Stachera, który przez dwa miesiące bardzo intensywnie pomagał wałbrzyskiemu "Markotowi". -Nadal będę to robił, ale już jako społecznik - mówi teraz. Pomoc na pewno się przyda, ponieważ pracy w budynku jest bardzo dużo. Dach już został zrobiony, choć dla mieszkańców domu bardziej od samego dachu liczy się fakt, że w ogóle się udało. - To dla nas kolejny argument, że jak się chce to można - tłumaczy Wojciech Rybka. Obecnie trwają prace przy remontowaniu pokojów, przydał się zorganizowany w domu magazyn materiałów. - Właściwe liczymy na każdą pomoc - mówią osoby przebywające w "Markocie" -Mamy lodówki, więc możemy przechowywać żywność. Przyda się także odzież, choć najbardziej liczymy na materiały budowlane, dzięki którym będziemy mogli kontynuować remont. My dajemy swoją pracę - dodają.
W domu przy ulicy Moniuszki 109 przebywa obecnie 50 osób, przede wszystkim mężczyźni. - To nie jest ośrodek leczenia narkomanii, podkreśla Wojciech Rybka. To po prostu dom, w którym schronienie znaleźć mogą osoby bez dachu nad głową. - Zabezpieczamy przede wszystkim Wałbrzych, choć zdarzają się osoby z całej Polski - mówi Rybka. Warunkiem przebywania w ośrodku, który nie ma być tylko zwykłą noclegownią - jest całkowita abstynencja. Zero alkoholu i narkotyków, za to wytężona praca przy remoncie i organizacji placówki.

Wyjść na prostą
Koniec lata i jesień to dla "Markotowców" najbardziej intensywny okres. Trzeba zdążyć z remontami przed zimą. Zwłaszcza, że obecnie to jedyna placówka w Wałbrzychu, która przyjmuje bezdomnych. Prowadzona przez Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej noclegowania przy ulicy Pocztowej jest remontowana. - Koniec remontu przewidziany jest na grudzień. Powstanie tam integracyjny dom z możliwością całodobowego przebywania - mówi dyrektorka MOPS-u Krystyna Bartoszyńska. Bezdomni, którzy do tej pory korzystali z noclegowni, teraz trafili do Markotu. - Współpraca układa się pomyślnie. Pracownicy socjalni mają stały kontakt z podopiecznymi - mówi Rita Jóźwik, kierownik działu Profilaktyki Uzależnień i Interwencji Kryzysowej MOPS-u. Część z nich w grudniu wróci na Stary Zdrój, część zostanie w swoim nowym domu.

Jest papa...
...ale nie ma transportu. Jedna z firm wrocławskich przekazała wałbrzyskim bezdomnym 400 metrów papy. Dar bardzo cenny, niestety mieszkańcy domu z ulicy Moniuszki nie mają go czym przywieźć. - Szukamy firmy transportowej, która pomoże nam w tej sprawie. Oczywiście samochód ładujemy i rozładowujemy sami. Możemy też dorzucić się do paliwa, mówią. Kontakt; numer telefoniczny 0 507 368 184.

22.08.2005, Michał Wyszkowski, Wiadomości Wałbrzyskie

 

Monar w Lutej

W Lutej koło Stąporkowa ruszyły kolejne prace przy budowie Ośrodka dla młodzieży uzależnionej od narkotyków. Placówka Monaru, która powstaje w budynku po szkole podstawowej powinna ruszyć już w styczniu.

Budynek po szkole podstawowej w Lutej gmina Staporków przekazała Monarowi prawie 2 lata temu. Od razu zrodził się pomysł by stworzyć tu placówkę, w której pomoc znajdzie młodzież uzależniona od narktyków.

Koszt przystosowania budynku do potrzeb ośrodka szacowany był na prawie 400 tysięcy złotych. Jednak w związku z brakiem pieniędzy pomysłodawcy liczyli głównie na dary od osób prywatnych. Te pozwoliły na między innymi wymianę okien, zebranie podłogowych i ściennych płytek czy materiałów na remont dachu. Mimo to jest jeszcze wiele do zrobienia.

By otrzymać kontrakt od NFZ-etu budynek w Lutej czeka jeszcze jesienna kontrola Sanepidu. Jeśli będzie pozytywna, to od nowego roku do ośrodka trafi już młodzież z całej Polski.

Monar to jedna z największych na świecie organizacji. Rocznie udziela pomocy ponad 40-stu tysiącom osób w ponad 100 placówkach w całym kraju.

05.08.2005, TVP

 

Ten świat można zmienić

Z przewodniczącą Stowarzyszenia "Monar" Jolantą Łazugą - Koczurowską rozmawia Tadeusz Sułek.
- W sierpniu 2005 roku minie trzy lata od tragicznej śmierci Marka Kotańskiego. Jolanta Łazuga - Koczurowska jest jego "następcą" i kieruje Stowarzyszeniem Monar.

- Dlaczego swoje zawodowe plany zdecydowała się pani realizować w Stowarzyszeniu "Monar"?
- Od samego początku jako psycholog pracowałam z ludźmi uzależnionymi. Przed ponad dwudziestoma laty nie za bardzo były miejsca, gdzie można byłoby to robić. Pewnego dnia poszłam na spotkanie z Markiem Kotańskim, który przyjechał do Gdańska. Wtedy postanowiliśmy, że zorganizujemy "Monar" - organizację, która będzie pomagała osobom uzależnionym, a zarazem pozostawionym samym sobie. Pierwszym moim pacjentem była 14 letnia dziewczynka uzależniona od morfiny, potem podobnych osób były setki, jeśli nie tysiące. Pomagaliśmy im wychodzić z tego strasznego uzależnienia i wielu z nich rozpoczęło normalne życie.

- Co panią najbardziej przeraża w dzisiejszej rzeczywistości?
- Jestem zaniepokojona skalą ubożenia społeczeństwa i tym, że coraz więcej osób jest wykluczanych z normalnego życia. Martwi mnie to, jak niewiele potrzeba, aby znaleźć się na marginesie życia. W społeczeństwie dążącym do sukcesu, świecie goniącym za pieniądzem, naprawdę niewiele trzeba, aby zostać wykluczonym. Wystarczy mieć trudności z pracą, jakiś życiowy kryzys, gdzieś się zagubić, czy coś stracić i jest to najprostsza droga do marginalizacji. Za tym idzie "ucieczka w zapomnienie", są to narkotyki, alkohol. I to jest już koniec.

- Jaka w tej sytuacji jest rola "Monaru"?
- Monar przede wszystkim stwarza warunki, aby wszyscy ludzie mogli żyć godnie. W związku z tym jesteśmy otwarcie na wszystkich ludzi, którzy potrzebują wsparcia. Nasza rola jest szczególna, a plany i zadania z każdym rokiem przyjmują coraz większe rozmiary. Proponujemy ludziom miejsce we wspólnym domu, leczymy, dajemy pracę i pomagamy w trudnych, często bardzo złożonych sytuacjach. Rocznie w Monar udzielamy pomocy około 20 tysiącom bezdomnym. Obliczamy, że w skali roku udzielamy około 100 tysięcy porad osobom uzależnionym, kilkanaście tysięcy osób przebywa na stałe w naszych 135 placówkach. Obecnie realizujemy ponad 200 programów pomocy dla zagubionych w tym świecie. Największy nacisk kładziemy na readaptację społeczną.

- Chyba bardzo trudnym zadaniem jest spowodowanie, aby osoba odtrącona przez społeczeństwo, wróciła do niego?
- Doszliśmy do wniosku, że ludzi nie możemy tylko leczyć, czy dawać im miskę zupy przetrzymując ich w jakimś miejscu. My musimy znaleźć dla nich sposób na życie. Dla nich tworzymy miejsca pracy i przygotowujemy ich do tego, aby samodzielnie sobie radzili. Rzeczywiście powrót do społeczeństwa w wielu przypadkach może okazać się trudny. Jednak najważniejsze jest to, aby zaczęli samodzielnie żyć i byli z tego życia zadowoleni. Cały czas szukamy pomysłów, aby pomóc tym ludziom i skutecznie realizujemy nasze programy readaptacji społecznej.

- Spotykamy się w Ośrodku Monar w Oryszewie. Co może pani powiedzieć o tej placówce?
- Przyznaję, że w ośrodku jestem drugi raz, ale wiele o nim słyszałam i przyznaję jestem pod wrażeniem tego co dzieje się w placówce. Jest to miejsce szczególne z dwóch powodów. Przebywa tutaj wiele osób wymagających dodatkowej opieki. Są to ludzie starsi, niepełnosprawni i wymagający stałej opieki. Zaangażowanie pracujących powoduje, ze ośrodek wspaniale sobie radzi. Przybywa ludzi, to miejsce jest w szybkim tempie rozbudowywane i robi się coraz piękniej. Dzisiaj byliśmy świadkami niecodziennego wydarzenia - otwarcia ogrodu - parku przy placówce. To jest przecudowny pomysł, taki głęboko ludzki. Pomyślano o tym, że ludzie muszą mieć nie tylko przysłowiową zupę i miejsce do spania, ale powinni gdzieś pospacerować i cieszyć się przyrodą.
Tutaj w Oryszewie budują sobie takie szczególne środowisko. Cieszę się, że mamy w tym miejscu tak wspaniale kierującego placówką Roberta Starzyńskiego. Tacy jak on wiedzą, jak zmieniać świat ludzi, odrzuconych, a teraz przywracanych społeczeństwu.
Dziękuję za rozmowę

Jolanta Łazuga-Koczurowska - przewodnicząca Zarządu Głównego MONAR. Związana ze Stowarzyszeniem od roku 1981. Jest psychologiem klinicznym, certyfikowanym specjalista terapii uzależnień. Absolwentka Uniwersytety imienia Adama Mickiewicza w Poznaniu, stypendystka Massachussetts University USA, posiada certyfikat specjalisty terapii uzależnień Uniwersytetu w San Diego California, od 10 lat współpracuje z Radą Europy. Jest wykładowcą na Uniwersytecie Gdańskim. Założycielka pierwszego w Polsce ośrodka rehabilitacji dla dzieci i młodzieży zagrożonej uzależnieniami i uzależnionej w Gdańsku. Jest członkiem Komitetu do spraw Przeciwdziałania Narkomanii przy premierze rządu RP. Od 5 lat pełni funkcję przewodniczącej Zarządu Głównego Polskiej Federacji Społeczności Terapeutycznych. Autorka ponad 100 publikacji z dziedziny terapii i profilaktyki uzależnień oraz wielu referatów i prezentacji wygłoszonych na sympozjach i konferencjach na całym świecie. Nagrodzona przez prezydenta RP Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski. Interesuje się sportem. Jej pasją sa ksiązki, muzyka i taniec.

12.07.2005, Życie Żyrardowa

 

"MARKOT DAR SERCA" w Oryszewie

Cieszyć się pełnią życia

Codziennie słyszymy o bezdomnych, o ludziach nie radzących sobie z nową rzeczywistością, odtrąconych przez najbliższych. Są wśród nich alkoholicy, narkomani, ale i osoby starsze, schorowane. Wśród szukających swojego miejsca na tej ziemi są wychowankowie domów dziecka, opuszczający zakłady karne oraz eksmitowani na bruk. Tacy ludzie spotkali się w Osadzie Oryszew w gminie Wiskitki. Tam od kilkunastu lat funkcjonuje Stowarzyszenie "MONAR" - Dom Spokojnej Starości noszący nazwę "MARKOT DAR SERCA". Tam czuje się bicie "prawdziwego serca", przyjaźń i troskę o drugiego człowieka.

Od sześciu lat dyrektorem ośrodka "Monar" jest Robert Starzyński. Dyrektor Starzyński był przyjacielem Marka Kotańskiego, często się spotykali, rozmawiali o problemach ludzi pozbawionych szans na samodzielną egzystencję i o możliwościach jak najskuteczniejszego ich wspierania. "Kotan" dawał im nie tylko wiarę i nadzieję, ale także gwarantował schronienie i wyżywienie. Stworzył coś co będzie funkcjonowało przez kolejne pokolenia, gdyż zawsze będą ludzie zagubieni i
potrzebujących wsparcia.

Znaleźli ostoję
W Oryszewie znaleźli schronienie ludzie, których surowa rzeczywistość wyrzuciła na margines życia. Są to w większości osoby starsze, schorowane i zmęczone życiem. Rzadko kto je wspomina, najczęściej są zapomniani przez rodziny i bliskich. Obecność w ośrodku Markotu jest dla nich ucieczką z marginesu życia, a może nawet przed śmiercią w osamotnieniu. Dzisiaj niechętnie wspominają swoją przeszłość, a ich droga do Oryszewa była bardzo złożona. Ich życiorysy różnią się, wspólną cechą jest życiowy dramatyzm, brak miłości, alkohol czy narkotyki. Większość z nich nie wypracowała emerytur i nie posiada żadnych dochodów. Są umieszczeni tutaj ludzie również z regionu Żyrardowa, Skierniewic i Sochaczewa. Podczas wędrówki po obiekcie spotkałem wielu mieszkańców Żyrardowa. Wielu z nich opuściło swoje mieszkania, gdyż nie stać ich było, aby z niskich świadczeń regulować czynsz i inne opłaty, nie byli w stanie wyżywić się i równocześnie zakupić opał na zimę. Zdecydowali się na dalsze życie w ośrodku Markotu. Mają wszystko zapewnione i są wśród przyjaciół. Dzisiaj otwarcie mówią, że dopiero w Oryszewie znaleźli odruch sympatii, życzliwości i nie są skazani na przymieranie z głodu.

Korzyści ze współpracy
Ludzi trzeba wyżywić, ubrać ich, zapewnić ciepłe pomieszczenia i dać gwarancję minimum socjalnego. Nie mają żadnych funduszy gwarantowanych, a na utrzymanie tego wszystkiego potrzebne są ogromne. Te pieniądze w dużym stopniu wypracowują, niewielkie kwoty pochodzą ze świadczeń podopiecznych mający renty i emerytury, ale największą pozycją w "dochodach" jest wsparcie z różnych firm, instytucji, fundacji i od sponsorów. Czasy są coraz trudniejsze i o sponsorów nie jest łatwo. Duże korzyści przynosi im współpraca z miejscowymi rolnikami, pomagają im w pracach polowych, w remontach i są pomocni w każdej sytuacji. W zamian otrzymują ziemniaki, warzywa, owoce i inne produkty. W ich gospodarstwie przy ośrodku są uprawiane warzywa i to wszystko pozwala, że są prawie samowystarczalni w zaopatrywaniu swojej kuchni. Od pewnego czasu ośrodek może liczyć na wsparcie ze strony samorządów, takimi przykładami mogą być miasta: Żyrardów, Sochaczew, czy Grodzisk Mazowiecki.

Goście dyrektora Roberta
Podczas rozmowy z prezes Stowarzyszenia Monar Jolantą Łazugą - Koczurowską, która w minionym tygodniu gościła w Oryszewie, rozmawialiśmy o tym jak wiele osób czeka na wsparcie i pomoc. W dniu, kiedy pan prezes przyjechała do gminy Wiskitki, gośćmi dyrektora Starzyńskiego były również inne osoby zaprzyjaźnione z ośrodkiem: starosta powiatu żyrardowskiego Stanisław Niewiadomski, prezydent Żyrardowa Krzysztof Ciołkiewicz, dyrektor żyrardowskiego MOPS Ewa Lasecka, naczelnik Wydziału Zdrowia Urzędu Miasta w Żyrardowie Wiesława Wardziak, dyrektor MOPS w Sochaczewie Teresa Michałowska, Grażyna Rymarczyk - dyrektor PCPR w Grodzisku Mazowieckim, Katarzyna Dłuska - dyrektor grodziskiego Ośrodka Pomocy Społecznej i Ewa Parafian - zajmująca się poradnictwem prawnym dla potrzebujących wsparcia. Do Oryszewa przyjechał również Grzegorz Karwacki - kierownik jednej z noclegowni w Warszawie. Dyrektor Robert Starzyński oprowadzał swoich gości po budynku, gdzie zamieszkuje prawie 200 podopiecznych. Zimą ma tam schronienie o kilkadziesiąt osób więcej. Wszędzie widać było, że ludzie żyją w skromnych warunkach, ale jest tam czysto i czuje się zdyscyplinowanie. Ludzie sobie pomagają i za siebie wzajemnie ponoszą odpowiedzialność. Spacerując po piętrach olbrzymiego gmachu widzieliśmy wspaniałą organizację życia tej tak "wielkiej rodziny"

Pomysł na rekreację
Goście zaprzyjaźnieni z ośrodkiem w Oryszewie zostali zaproszeniu na szczególną uroczystość. Właśnie została zrealizowana część pomysłu Roberta Starzyńskiego. Tym pomysłem była budowa na powierzchni ponad hektara gruntu - parku rekreacyjnego. Dzięki temu zostanie zagospodarowany zachwaszczony teren przy ośrodku. Zrobiono już tam bardzo dużo. Pojawił się zbiornik wodny z fontanną, są ławki, dalej wybudowano taras, gdzie stoją stoliki i parasole. Po całym parku będą prowadziły aleje, część z nich jest już wybetonowana. Jednak najciekawszym miejscem będzie duży zbiornik wodny z wyspa pośrodku. Na wyspie rośnie kilkudziesięcioletni świerk i tam będzie prowadziła specjalnie zbudowana kładka. Robert Starzyński zakomunikował swoim gościom, że za rok to miejsce jeszcze bardziej będzie przypominało park. Przed rokiem w tym miejscu posadzono prawie dwa tysiące drzew iglastych i liściastych, rośnie tam także wiele krzewów ozdobnych.
Niewątpliwie te ambitne plany dyrektora Starzyńskiego zostaną zrealizowane. On sam podczas spotkania wielokrotnie powtarzał, że ci ludzie mają prawo do tego, aby żyć i cieszyć się pełnią życia.
Za tydzień wywiad z prezes "Monar" Jolantą Łazugą - Koczurowską.

05.07.2005, Zycie Żyrardowa,Tadeusz Sułek

 
Nauczcie nas pracować

Bezdomni. Jak im pomóc, warszawie podpowiada Haga

Holendrzy mają szkolić pracowników Monaru i streetworkerów. - Od was będziemy się uczyć takiego sposobu pracy, by zachować bliski kontakt z podopiecznymi 0 mówili wczoraj przedstawiciele zaprzyjaźnionej z warszawą Hagi.

Stowarzyszenie Monar i dwie haskie organizacje zajmujące się pomocą bezdomnym i uzależnionym podpisały wczoraj porozumienie o współpracy. Oba miasta - Warszawa i Haga - od kilku lat wspierają się w tej dziedzinie.
- mamy ogromne doświadczenie w pracy z uzależnionymi. Uczyliśmy się tego od dawna, bo Holandia zawsze była krajem, przez który przemycano narkotyki. Chcemy się podzielić naszą wiedzą - mówi Rob van Kleef z haskiego magistratu. W Hadze do władz miasta należy planowanie strategii pracy z uzależnionymi i bezdomnymi. Dbają o nich dwie instytucje - Parnassii, największa w Europie organizacja zajmująca się uzależnieniami oraz osobami z problemami psychiatrycznymi, oraz Armia Zbawienia pracująca z bezdomnymi.
Paweł Wypych, dyrektor Biura Polityki Społecznej chce wyszkolić streetworkerów, którzy sami docierają do bezdomnych. - Holendrzy świetnie potrafią też współpracować z mieszkańcami i przekonywać ich do budowy w ich sąsiedztwie ośrodków dla niepełnosprawnych czy bezdomnych. My wciąż mamy z tym problem - przyznał dyrektor Wypych.
Przewodnicząca Monaru Jolanta Łazuga- Koczurowska podkreśliła, ze jej stowarzyszenie już korzysta ze współpracy warszawsko-haskiej. Uruchomiło poradnię psychologiczno- prawną dla bezdomnych, wprowadza holenderski program pomocom osobom bezdomnym z zaburzeniami psychicznymi. Najmłodsi podopieczni wyjeżdżają na wakacje do Holandii, Monar wyposaża też swoje ośrodki w komputery.
W październiku oba miasta będą wspólnie pracować nad zapobieganiem i zwalczaniem przemocy domowej. W tym przypadku Holendrzy zamierzają korzystać z pomocy Warszawy.
- W Polsce system opieki nad osobami bezdomnymi jest mniej rozwinięty niż u nas, ale tu pracownicy ośrodków maja z nimi bliski kontakt, lepiej się rozumieją. My trochę się pogubiliśmy, próbując usprawnić naszą pracę, wprowadzając różne certyfikaty, itp. nasi pracownicy mogą się od was uczyć sposobu pracy - chwalił Johan Koeman z Armii Zbawienia. Wtórował mu Rob van Kleef z haskiego magistratu: - Możemy się nauczyć, jak np. włączyć w pomoc uzależnionym całą rodzinę. Problem nie ogranicza się tu najczęściej do samego uzależnionego, zaangażowanie jego bliskich jest jednak bardzo trudne. Warszawskie organizacje robią to ze świetnym skutkiem. Spróbujemy przenieść wasze rozwiązania do Hagi.

22.04.2005, Gazeta Wyborcza, Aneta Prymaka

 

Pomoc i impreza dla bezdomnych w stolicy

Bezdomni z Warszawy mogą dziś szukać wsparcia i informacji na Dworcu Centralnym. W uruchomionym dziś punkcie konsultacyjnym czekają pracownicy socjalni i prawnicy, którzy poradzą bezdomnym gdzie mogą starać się o pomoc finansową i jakie wsparcie oferuje im miasto.
Po południu z kolei w siedzibie Monaru przy Marywilskiej zaplanowano imprezę dla bezdomnych. Będzie można posłuchać koncertu, obejrzeć film, monodram i skosztować egzotycznych potraw. Monar ma nadzieję, że w ten sposób zaktywizuje bezdomnych i włączy ich w życie

14.03.2005 RDC

 

Zima zła, zwłaszcza bez domu

ROZPOCZYNA SIĘ AKCJA pomocy bezdomnym

W warszawie żyje najwięcej osób bezdomnych w Polsce. Dziś rusza akcja mająca na celu pokazać drogi wychodzenia z bezdomności.

Przez cały dzień - od 9 do 21 w Hali Dworca Głównego- będzie działał punkt informacyjno - konsultacyjny prowadzony przez Stowarzyszenie Monar. Bezdomni będą mogli porozmawiać z prawnikiem, pracownikiem socjalnym. -W naszych ośrodkach wciąż mamy wolne miejsca, potrzebujący mogą więc skierowania do nich od ręki- mówi Monika Filipowicz z Monaru.
Akcja ma uwrażliwić warszawiaków na problem bezdomności. W otwartej niedawno noclegowni przy ul. Skaryszewskiej 19 (okolice Dworca Wschodniego) warszawiacy mogą podzielić się tym co mają. Przez cały dzień będzie prowadzona tu zbiórka żywności, odzieży, środków czystości, pościeli, koców.
Akcja ta poprzedza przypadający 14 kwietnia dzień bezdomnych.

14.03.2005, Gazeta Wyborcza, ANETA PRYMAKA


 

W przyjaźni z Monarem

W Feliksowie w gminie Poddębice ze zrozumieniem podeszli do propozycji utworzenia w niszczejącym budynku po byłej szkole ośrodka Monaru-Markotu. Obyło się bez najmniejszych protestów. Dziś feliksowianie są zadowoleni z sąsiedztwa.

- Mieszkańcy domu bardzo dobrze się zachowują -uważa Genowefa Kalczak. - Nikomu nie wadzą. I czasami mamy z nich pożytek. Możemy ich wynająć, kiedy tylko potrzebujemy rąk do pracy w polu.
Pensjonariusze Domu dla Osób Bezdomnych i Najuboższych Monar--Markot w Feliksowie bardzo chętnie przystają na takie propozycje. Przeważająca większość trafia do ośrodka bez przysłowiowego grosza przy duszy, bo nie ma stałego źródła dochodów. Dlatego każda zarobiona złotówka jest bezcenna. Szefowie placówki bez dotacji muszą zadbać o byt swoich podopiecznych oraz utrzymanie obiektu w należytym stanie.
- Osoby z zewnątrz nie mogą pojąć na jakich zasadach funkcjonujemy - mówi kierownik ośrodka w Feliksowie Leszek Ośmiałowski. - Odpowiadam, że naszymi sprzymierzeńcami są przedstawiciele firm i instytucji, które bardzo dużo nam pomagają i jeszcze nie chcą, by im za to dziękować. Naszym największym problemem są media. Paliwo, prąd i telefony stanowią podstawę naszej bytności, ale są najbardziej kosztownym składnikiem działalności. Wszelkie materiały są wprawdzie darmowe, ale trzeba nawiązać kontakt telefoniczny z darczyńcą, przekonać go, a potem jechać po towar.
- Zapotrzebowanie na jakąś rzecz, której akurat potrzebujemy, bardzo często musimy wcześniej zamówić faksem. Tymczasem mamy do dyspozycji jedynie stare urządzenie, które działa w jedną stronę. Wykorzystujemy moment, jak nie ma zwarcia i... faksujemy - zdradza tajniki specyficznej pracy biurowej Adam Maciejczyk.
- Dla nas nawet ten faks jest dużym udogodnieniem - zapewnia kierownik Leszek Ośmiałowski. - Przynajmniej nie musimy już jeździć do oddalonych o 15 kilometrów Poddębic.
Leciwy polonez truck prawie nie odpoczywa. Non stop jest w trasie. Na przykład drzwi wejściowe do pokojów mieszkalnych przywożone były z Krakowa oraz... Gdańska. Samochód dawno już miał trafić na złom. W gronie podopiecznych znalazł się jednak 24-letni Andrzej z pobliskiej Góry Bałdrzychowskiej, który odnalazł się jako kierowca oraz mechanik. Rozebrał poloneza na części, a potem zrobił z niego sprzęt, który doskonale radzi sobie nawet na tak długich trasach.
- Dla młodej osoby taki dom jest tylko środkiem doraźnym - uważa Adam Maciejczyk. - Za kilka lat widzę Andrzeja z żoną, trójką dzieciaków i własnym samochodem. U nas mógłby dalej jeździć, ale na etacie.
Stowarzyszenie Monar-Markot przejęło obiekt po byłej szkole w Feliksowie w sierpniu 2003 roku. Był w opłakanym stanie. Brakowało prądu, wody i telefonu. Wszystko, co pozostało po szkole zostało zdewastowane. Złodzieje zdemontowali meble, urządzenia sanitarne oraz... hydrofor. Nie pozostawili nawet rur kanalizacyjnych w ziemi. Budynek nie miał centralnego ogrzewania. Tylko w jednym z pomieszczeniu był piec kaflowy. W spartańskich warunkach podopieczni przetrwali zimę. Wiosną ubiegłego roku rozpoczął się gruntowny remont.
- Dużo pomogli nam miejscowi -przyznaje Ośmiałowski. - Zaakceptowali nas, a z czasem zdążyliśmy się zaprzyjaźnić. Ludzie z Feliksowa cieszą się, że budynek ich szkoły nie poszedł na marne. Nadal żyje.
- W wielu miejscowościach Monar-Markot ma problemy z urządzeniem ośrodka. Ludzie boją się, że będzie się szerzyła narkomania. Że takie sąsiedztwo będzie miało zły wpływ na dorastające dzieci - wymienia jedna z mieszkanek Feliksowa. - My postanowiliśmy zaryzykować i marny spokój. Podopieczni są dyscyplinowani przez kierownika, który dba o porządek. Nawiązała się nawet współpraca. Wieś przywozi im drewno, a oni za to pomagają w polu. Na plus jest zmiana wyglądu szkoły. Trzeba przyznać, że mieszkańcy dbają o porządek wkoło budynku. Wcześniej straszyły powybijane szyby w oknach. Są jednak jeszcze w Feliksowie osoby, które nie do końca przekonały się do sąsiedztwa osób bezdomnych i uzależnionych od alkoholu. Do nich należy Maria Slawińska: - Różni ludzie się tam przewijają. Czasy są takie, że trzeba się bać. Na szczęście do tej pory żadnego przykrego incydentu nie było. Słyszałam, że kierownik nie próżnuje, żeby tak było.
Nasza rozmówczyni nie miała odwagi, by wybrać się osobiście do szkoły. Inni nie mają takich oporów. Przychodzą popatrzeć na kolejne osiągnięcia budowlano-remontowe podopiecznych ośrodka. Ci mają się. czym chwalić. Największym sukcesem był montaż centralnego ogrzewania.
-Jeszcze w sierpniu mieliśmy zero materiału - przypomina Leszek Ośmiałowski. - We wrześniu ruszyliśmy z kopyta. Grzejniki, rury oraz piec dostaliśmy od gminy z modernizowanej szkoły w Bałdrzychowie. Instalację urządzeń grzewczych za darmo wykonał nasz kolega Zbigniew Bramowski z Abstynenckiego Klubu "Życzliwych serc" w Poddębicach. Trochę brakujących rur i grzejników dała nam Sieradzka Spółdzielnia Mieszkaniowa. Wszyscy bez wyjątku włożyliśmy dużo pracy i serca w to zadanie.
W ogrzewanych pomieszczeniach ośrodka Monaru-Markotu niedawno odbyło się zebranie wiejskie. Feliksów nie posiada innego miejsca, w którym mieszkańcy wsi mogliby się tak licznie spotkać. Kierownictwo domu mogło pochwalić się przed nimi nową świetlicą oraz pomieszczeniami sanitarnymi, które zostały urządzone przy pomocy materiałów z odzysku. Nic się nie zmarnowało. Nawet potłuczone kafelki znalazły swoje miejsce. Podopieczni wmontowali je w podłogę korytarza przy tylnym wejściu do budynku.
- Cieszymy się, że społeczeństwo Feliksowa nas zaakceptowało. Takie domy są bowiem potrzebne. W większości ośrodków pomocy społecznej od drzwi pytają o dochody. Nikt nie myśli co zrobić z tymi, którzy nie mają pieniędzy. U nas każdy znajdzie miejsce - twierdzi Leszek Ośmiałowski.

01.03.2005 Krzysztof Koniecki, Nad Wartą

 
Pomoc dla bezdomnych

200 tysięcy złotych otrzymały organizacje i stowarzyszenia działające na rzecz osób bezdomnych na Mazowszu.

Dofinansowanie otrzymało 14 projektów wspierających osoby ubogie i dotknięte bezdomnością. Pieniądze otrzyma miedzy innymi Stowarzyszenie Alter Ego, Monar, Fundacja Tarkowskich oraz Ośrodek Charytatywny "tylko z darów miłosierdzia". Dodatkowo zarząd województwa przeznaczył 300 tys. zł na pomoc rodzinom i osobom będącym w trudnej sytuacji życiowej. Pieniądze będą przeznaczone na posiłki, wypoczynek dla dzieci oraz kursy edukacyjne.

01.03.2005 RDC

 

Strzykawki bez dotacji

Po raz pierwszy od ośmiu lat prowadzony przez MONAR program wymiany igieł i strzykawek dla narkomanów nie otrzymał dotacji z Urzędu Miasta Krakowa. Wprawdzie inicjatywa podobała się komisji przyznającej fundusze, ale - zdaniem urzędników - MONAR chciał zbyt dużo pieniędzy na wynagrodzenia dla pracowników

Ośmioosobowy zespół studentów ostatnich lat pedagogiki, socjologii i psychologii codziennie bez względu na pogodę i porę roku wyrusza na ulice, aby dostarczyć narkomanom czyste igły i strzykawki w zamian za zużyte.

To na razie jedyna skuteczna metoda zapobiegania rozprzestrzenianiu się wśród narkomanów AIDS i innych chorób zakaźnych. Dotychczas program ten był częściowo finansowany przez Wydział Spraw Społecznych Urzędu Miasta.

Decyzja urzędników o cofnięciu dotacji jest niezrozumiała dla przedstawicieli Monaru. Pytają, dlaczego zamiast wzorem lat ubiegłych przyznać kwotę mniejszą od wnioskowanej - odrzucono projekt w całości.

Monar ma jeszcze możliwość wystąpienia o dotację do marszałka i wojewody. Warto pamiętać, że program wymiany strzykawek to nie tylko pomoc dla narkomanów. To także dbanie o bezpieczeństwo nas wszystkich.

23.02. 2005, TVP



Archiwum 2006
Archiwum 2005
Archiwum 2001-2004


Wersje językowe

Nasze ośrodki