RAPORT

1 rocznica powstania Oddziału Terapii Uzależnień Izby Chorych i Pogotowia Monar”


Oprac. Małgorzata Barszcz, Bogusław Włodawiec


Zespół terapeutyczny:

Małgorzata Barszcz – kierownik Oddziału, specjalista terapii uzależnień

Henryk Stegiński – instruktor terapii uzależnień

Bogusław Włodawiec – psycholog

Małgorzata Misiec – mgr resocjalizacji

Piotr Kościelniak – pedagog specjalny

Krzysztof Żmijewski - wolontariusz


Warszawa, 2004

Powstanie Oddziału

Oddział Terapii Uzależnień Izby Chorych i Pogotowia „Monar” powstał 15 września 2003 z inicjatywy kierownictwa Izby Chorych – dzięki staraniom P. dyr. Henryka Kusy i P. Zofii Pisowicz. Osadzony został w dotychczas funkcjonującej strukturze Niepublicznego Zakładu Opieki Zdrowotnej Izby Chorych i Pogotowia „Monar” i stanowi odrębną jej część. Od samego początku działalność placówki finansowana jest ze środków Ministerstwa Zdrowia.

Jako Oddział Terapii Uzależnień dla osób bezdomnych zaczęliśmy swoją pracę mając do dyspozycji jedno pomieszczenie (pokój terapeutów) oraz nie wykończoną, bo w trakcie remontu, salę terapeutyczną. Pierwsza, 19 osobowa grupa pacjentów rozpoczęła terapię 2 października 2003 roku. Pierwsze zajęcia odbyły się na stołówce, która była miejscem ogólnodostępnym. Moim zadaniem było wówczas proszenie (i tłumaczenie) o nie wchodzenie w trakcie zajęć. To były trudne momenty zarówno dla pacjentów jak i personelu, a było nas wtedy troje + wolontariuszka. Gdy sala terapeutyczna została wyremontowana i mogliśmy już w miarę normalnych warunkach prowadzić zajęcia, zaczęły pojawiać się kolejne problemy. Najpoważniejszym był fakt, że pacjenci oddziału byli zakwaterowani - choć na jednym terenie - to jednak w różnych miejscach. Większość na noclegowni, która dla nich musiała spełniać warunki możliwości zamieszkania całodobowo. Wśród naszych pierwszych pacjentów byli też tzw. funkcyjni, którzy korzystali z zakwaterowania z mieszkań służbowych.

Problemem był chaos dotyczący wymogów regulaminowych. Pacjentów obowiązywał: regulamin Ośrodka, regulamin uczestnika terapii oraz regulamin noclegowni (lub innego miejsca zakwaterowania) – trzeba było dużej elastyczności z naszej strony, by to jakoś pogodzić i nie popadać w konflikty z innymi mieszkańcami Ośrodka. Bo trzeba powiedzieć, że wszyscy nam się przyglądali i na bieżąco oceniali. Czasami spotykaliśmy się z wrogością, która najprawdopodobniej była wynikiem niezrozumienia wymogów, jakimi rządzi się terapia odwykowa – a czasami z wyraźnym zainteresowaniem, ciekawością – przecież byliśmy ludźmi „z zewnątrz”, nie bezdomnymi. Krótko mówiąc, uczyliśmy się być ze sobą, rozumieć siebie wzajemnie. Od samego początku było dla mnie, jako kierownika jasne, że oddział terapii musi mieć swoje miejsce, w którym wszyscy będą razem – leczyć się i mieszkać.

To ważne, bo przecież dla pacjenta pobyt na terapii to czas 4 miesięcy. Z informacji jakie posiadam wynika, że nasza placówka oferuje najdłuższy program podstawowy terapii uzależnień. Tak długi okres leczenia został pomyślany dlatego, że w ramach pobytu, pacjent realizuje zarówno program terapii uzależnienia jak i program wychodzenia z bezdomności. To, co nas dodatkowo wyróżnia to niejako podwójna formuła funkcjonowania placówki. Jeżeli chodzi o ofertę terapeutyczną, pracujemy jak oddział dzienny, jednakże nasi pacjenci przebywają całą dobę i mogą korzystać z całodobowej opieki medycznej – tak jak to wygląda w placówkach stacjonarnych.

Prowadzimy także badania ewaluacyjne. Każdy pacjent jest dwukrotnie poddawany pomiarowi nasilenia objawów psychopatologicznych kwestionariuszem SCL-90, „na wejściu” i „na wyjściu”1.

Nasza pierwsza grupa liczyła 19 uczestników (z których 16 ukończyło program) i miała charakter zamknięty. Ponieważ był to okres jesienno-zimowy, szybko zaczęło pojawiać się wielu chętnych, oczekujących na miejsce. Podczas rozmów z Dyrekcją Izby Chorych, uznałam, że perspektywa czekania (np. 4 miesiące) dla osoby bezdomnej jest niekiedy tak niewyobrażalna, że przy i tak słabej motywacji, tracimy takiego pacjenta bezpowrotnie.

Zespół terapeutyczny odradzał mi wprowadzenie systemu rotacyjnego. Padał argument, że alkoholik bezdomny nie ufa ludziom, zatem zbudowanie relacji zaufania, poczucia bezpieczeństwa jest czasami procesem rozłożonym w czasie. Grupa zamknięta umożliwia zbudowanie tej relacji w szybszym czasie. Poza tym, zjawisko rotacji (stałych przyjęć i wypisów) osłabia poziom integracji – a to może wpłynąć na efekty końcowe terapii. Choć trudno mi było nie zgodzić się z tymi uwagami, uznałam, że warto zaryzykować.

I tak w połowie stycznia 2004 roku ruszył system rotacyjny. Program terapii został podzielony na dwa etapy: I-szy „wstępny” trwający 4 tygodnie i II-gi „podstawowy” trwający 12 tygodni. Zatem w jednym czasie, odbywały się zajęcia w dwóch grupach. Czas trwania zajęć nie uległ zmianie, rozpoczynały się o 8.30 a kończyły o 15.00 ( z godzinną przerwą na obiad).Taka struktura wymusiła zorganizowanie kolejnych pomieszczeń na prowadzenie zajęć grupowych i spotkań indywidualnych. Mniej więcej w tym samym czasie, staraniem Dyrekcji Izby Chorych „ruszył” kilkułóżkowy oddział detoksykacyjny, coraz częściej też pojawiał się temat przeznaczenia na potrzeby oddziału osobnego budynku. W maju 2004 roku poszerzyliśmy swoją ofertę terapeutyczną o program ponadpodstawowy – mogą z niej korzystać wszyscy nasi absolwenci.

Rozmowy z Dyrekcją Centrum Pomocy Bliźniemu przy wsparciu Pani Prezes Stowarzyszenia – dały wreszcie długo przez nas oczekiwany efekt. Otrzymaliśmy bowiem zgodę na wprowadzenie się do budynku zwanego „jamnikiem”, budynku który wymagał prawie kapitalnego remontu. Nie zrażaliśmy się tym. Najważniejsze, że robiliśmy coś dla siebie. Od samego początku stało się jasne, że w prace remontowe muszą być włączeni wszyscy pacjenci. Przykładowy dzień wyglądał następująco: do 15.00 zajęcia terapeutyczne, a od 15.00 prace na rzecz oddziału.

Od 1 lipca jesteśmy „na jamniku” mimo, że remont trwa nadal. Dysponujemy 22 łóżkami. Zaczął obowiązywać nowy regulamin, mamy wgląd we własny, w całości kontrolowany przez nas – budżet.

Na dzień dzisiejszy kolejnym celem do osiągnięcia jest jak najszybsze uruchomienie HOSTELU. Nie mamy wątpliwości, że bez takiego zabezpieczenia naszych pacjentów (przynajmniej na pierwsze 3 miesiące po terapii) placówka taka jak nasza nie może w pełni oferować profesjonalnej pomocy.



Zespół terapeutyczny. Od lewej: Małgorzata Misiec – mgr resocjalizacji, Małgorzata Barszcz – kierownik Oddziału, certyfikowany specjalista terapii uzależnień, Bogusław Włodawiec - psycholog, Henryk Stegiński – instruktor terapii uzależnień, Piotr Kościelniak – pedagog specjalny, Krzysztof Żmijewski - wolontariusz.

Mamy już pierwsze spostrzeżenia dotyczące efektów systemu rotacyjnego. Na szczęście nie sprawdziły się obawy zespołu, że efekty końcowe terapii na tym ucierpią. Wyniki SCL-90 potwierdzają nasze obserwacje. A mianowicie, u tych pacjentów, którzy podjęli leczenie w okresie wiosenno-letnim (należy wziąć też pod uwagę inny rodzaj motywacji do leczenia niż ta, która dominowała u pacjentów z okresu jesienno-zimowego) i ukończyli pełen program terapii – różnica poziomu objawów psychopatologicznych „na wyjściU” jest bardziej znacząca. Poza tym, niektórzy pacjenci wskazywali na zbawienne skutki pomocy ze strony „starszych stażem” uczestników, szczególnie, że ta pomoc okazywała się być niezbędna w pierwszym miesiącu pobytu.

Ten roczny okres zdobywania przez nas doświadczeń w pracy z bezdomnymi alkoholikami potwierdził doświadczenia innych, pracujących z bezdomnymi przed nami.2 Otóż, w takiej placówce jak nasza, w programie zdrowienia należy jak najszybciej stawiać pacjentom takie zadania, które umożliwią im zdobywanie umiejętności samodzielnego decydowania nie tylko o piciu, ale o sposobie życia i jego jakości. Wielu naszych pacjentów, przychodząc na terapię, nie miało wypracowanych podstawowych umiejętności radzenia sobie, niezbędnych w normalnym, codziennym życiu. Zadaniem terapeuty jest również pomaganie pacjentom formułować i konkretyzować cele życiowe, szukać realistycznych sposobów ich osiągania. Osią programu (podobnie jak u Marka Jaździkowskiego3) jest rekonstrukcja systemu wartości. Dla chętnych - możliwość wyjazdów na dni skupienia w Zakroczymiu, a dla wszystkich uczestników – blok zajęć poświęcony temu tematowi.

Charakterystyka demograficzna pacjentów

W ciągu roku istnienia Oddziału przyjęto do terapii 103 osoby - 1 kobietę i 102 mężczyzn, w tym 19 osób w 2003 i 84 osoby w 2004 roku. Poza pojedynczymi osobami prawie wszyscy z nich byli bezdomni., a większość z nich miała konflikty z prawem. Wielu z nich było karanych.

Wiek



Średnia wieku pacjentów oddziału to 37 lat – najmłodszy uczestnik miał 21 lat, najstarszy 64 lata.

Stan cywilny



Zdecydowana większość naszych pacjentów jest stanu wolnego – dominują kawalerowie i osoby rozwiedzione.

Warto zwrócić uwagę na odsetek osób rozwiedzionych. W ogólnej populacji mężczyzn odsetek osób rozwiedzionych wynosi 2,2%, zaś wśród pacjentów placówek odwykowych w całym kraju jest wyższy i wynosi 17%4. U nas odsetek osób rozwiedzionych jest bardzo wysoki i wynosi aż 29%. Wskazywałoby to na większą degradację społeczną spowodowaną piciem alkoholu, bądź większe trudności naszych pacjentów z nawiązywaniem trwałych więzi z osobami przeciwnej płci oraz brak umiejętności radzenia sobie w roli męża i ojca.

Liczba dzieci



Ponad połowa naszych pacjentów posiada dzieci, najczęściej jedno, rzadziej dwoje lub troje. Ale aż 43% pacjentów jest bezdzietnych.

Poziom wykształcenia



Nasi pacjenci na ogół mają wykształcenie zawodowe - 41% lub podstawowe - 33%. Nieznacznie rzadziej mają wykształcenie średnie - 24% i policealne - 2%. Większość naszych pacjentów ma doświadczenia zawodowe w pracy w budownictwie na różnych, na ogół robotniczych stanowiskach pracy. Jednakże pewna część naszych pacjentów ma stosunkowo wysokie kwalifikacje zawodowe – są wśród nich osoby ze znajomością języków obcych, obsługi komputera, posiadające uprawnienia elektryka SEP, czy ukończone dodatkowe kursy zawodowe (np. spawacza).

Zdrowie psychiczne

Objawy uzależnienia



Prawie wszyscy nasi pacjenci wykazują wszystkie lub niemal wszystkie objawy uzależnienia od alkoholu, choć tylko trzy wystarczyłyby, by zdiagnozować uzależnienie. Wykazują silną, natrętną potrzebę spożywania alkoholu (głód alkoholowy) - 94%, upośledzoną zdolność kontrolowania picia – 98%, picie w celu zapobieżenia alkoholowemu zespołowi abstynencyjnemu – 98%, objawy abstynencyjne – 100%, zmianę tolerancji na alkohol – 92%, zawężenie repertuaru zachowań związanych z piciem – 99%, postępujące zaniedbywanie alternatywnych przyjemności i zainteresowań – 99% i picie alkoholu pomimo wiedzy o jego szczególnej szkodliwości dla zdrowia pijącego – 100%.


Inne objawy

Nasi pacjenci wykazują też szereg innych objawów towarzyszących uzależnieniu.



Palimpsesty alkoholowe (luki w pamięci) miało 97% naszych pacjentów. Aż 86 % podejmowało próby zapanowania nad piciem. Wszyscy (100%) pili ciągami, niejednokrotnie trwającymi nawet do kilku miesięcy. Nawroty picia po okresach abstynencji miało 96% pacjentów.

Nieznaczna część pacjentów (zaledwie 5%) zaprzeczała swojemu uzależnieniu w chwili przyjmowania do terapii. Tylko nieliczni z nich w jeszcze pierwszych tygodniach terapii nie uważali się za alkoholików. Zdecydowana większość deklaruje, że są alkoholikami.

Na nasilone lęki, ataki paniki bez powodu skarżyło się 83% alkoholików. Ponad połowa – 62% - miała psychozy alkoholowe, a połowa – 49%% - próby samobójcze. Są to znacznie wyższe odsetki niż w placówkach odwykowych w Polsce, gdzie psychozy alkoholowe miało i próby samobójcze podejmowało poniżej 20% pacjentów. Obrazuje to głębokość zaburzeń naszych pacjentów i bardzo silne tendencje autoagresywne.


Nasilenie objawów psychopatologicznych



Badania przeprowadzone w USA wykazują, ze zaburzenia psychiczne (z pominięciem zaburzeń związanych z nadużywaniem substancji psychoaktywnych) prawie dwukrotnie częściej występują w podgrupie osób nadużywających alkoholu lub uzależnionych, niż populacji generalnej. Ponadto okazało się, ze rozpowszechnienie nadużywania alkoholu lub uzależnienie jest prawie dwukrotnie większe w podgrupie osób z zaburzeniami psychicznymi niż w populacji generalnej5.

Oznacza to, że uzależnienie od alkoholu często współwystępuje z innymi zaburzeniami psychicznymi, co szczególnie uwidacznia się wśród naszych pacjentów. Nasi pacjenci wykazują wysokie nasilenie objawów psychopatologicznych, znacznie wyższe niż zwykle mają alkoholicy, podejmujący terapię w placówkach odwykowych w Polsce.

Jak wynika z wywiadów, wielu z naszych pacjentów wychowywało się w rodzinach patologicznych, w których już jako dzieci zetknęli się z alkoholizmem, przemocą i nadużyciami seksualnymi. Niektóre osoby wychowywane były w rodzinach zastępczych lub domach dziecka. Część spośród nich, oprócz terapii odwykowej, potrzebuje terapii nastawionej na rozwiązywanie problemów emocjonalnych charakterystycznych dla dorosłych dzieci alkoholików (DDA). Większość z nich nie zna pozytywnych wzorców funkcjonowania zdrowej, pełnej rodziny.

Wyniki naszych badań są zgodne z wynikami badań Instytutu Psychologii Zdrowia nad bezdomnymi alkoholikami podejmującymi leczenie odwykowe. Z badań IPZ wynika, że bezdomni alkoholicy częściej są rozwiedzeni w porównaniu do ogółu alkoholików podejmujących terapię w placówkach odwykowych. Częściej mieli psychozy alkoholowe i podejmowali próby samobójcze. Wśród bezdomnych więcej jest alkoholików, u których objawy uzależnienia wystąpiły ponad 10 lat temu. Mają wyższe nasilenie objawów psychopatologicznych, mierzonych kwestionariuszem SCL-90, w skalach somatyzacji, natręctw, depresji, fobii, myślenia paranoidalnego i psychotyczności. Innych ludzi postrzegają jako wrogich sobie, są wobec nich podejrzliwi, wolą wycofywać się z kontaktów społecznych i żyć w świecie swoich iluzji6.

Z badań IPZ wynika także, że w porównaniu do innych alkoholików, bezdomni alkoholicy częściej odczuwają poczucie beznadziejności związane z przyszłością i perspektywami zmiany swojej sytuacji życiowej na lepsze. Odczuwają więcej braków umiejętności radzenia sobie z problemami i trudnymi emocjami. W mniejszym stopniu rozumieją przebieg swojego życia, trudniej jest im przewidywać przyszłość oraz dokonywać wyborów dotyczących teraźniejszości. Częściej doświadczają problemów w życiu zawodowym i prywatnym, zarówno w kontaktach społecznych, jak i rodzinnych. Częściej popadają w konflikty z prawem i częściej mają poważne problemy finansowe7.

Badania IPZ wykazały, że 60% bezdomnych pacjentów trafia do leczenia późną jesienią i zimą. Bezdomni pacjenci częściej też przerywają terapię przed jej ukończeniem8. Badania IPZ potwierdzają także nasze obserwacje, dotyczące motywacji bezdomnych pacjentów do leczenia w zależności od pory roku. Zaobserwowaliśmy, że zimą nie mieliśmy rotacji pacjentów (prawie wszyscy z pierwszej grupy ukończyli terapię), a te osoby, które wypadły z terapii, często uczyniły to wbrew swojej woli (np. wskutek aresztowania). Z kolei wiosną pierwszy ciepły weekend miał istotny wpływ na stan osobowy oddziału – w terapii zostawały osoby rzeczywiście zmotywowane do leczenia.


Zmiany w zakresie objawów psychopatologicznych po terapii



Po terapii nasi pacjenci wykazują znaczący spadek nasilenia objawów psychopatologicznych w większości skal, a zwłaszcza w zakresie:

  • somatyzacji (dyskomfortu wynikającego z doznawanych objawów somatycznych związanych z mięśniem sercowym, żołądkiem, układem oddechowym oraz innymi narządami autonomicznymi, bólów głowy, pleców i mięśni);

  • natręctw (myśli, impulsów i działań, doświadczanych jako nie do powstrzymania i nieodpartych, choć niechcianych i nie swoich, czy tez zachowań identyfikowanych jako ogólniejsze zaburzenia poznawcze, np. pustka w głowie, ciągle powracanie do wspomnień problemów, kłopotów);

  • nadwrażliwości interpersonalnej (zmniejszyło się ich poczucie nieadekwatności interpersonalnej i niższości przy porównywaniu się z innymi osobami; zwiększyło się natomiast ich poczucie własnej wartości; zmniejszyła zaś tendencja do samodeprecjacji; w mniejszym stopniu przeżywają dyskomfort i niepokój w relacjach interpersonalnych; wykazują niższe niż przed terapią poczucie wyczulonej samoświadomości i zmniejszają się ich negatywne oczekiwania wobec kontaktów z ludźmi.);

  • depresji (rzadziej wykazują objawy obniżonego nastroju, wycofania zainteresowania jakakolwiek aktywnością, brak motywacji, brak energii życiowej, uczucie beznadziejności i bezradności, czy tez myśli samobójcze);

  • lęku (w mniejszym stopniu przeżywają niepokój, nerwowość i napięcie, uogólniony lęk, ataki paniki, uczucia dysocjacji).

Z drugiej jednak strony, porównując wyniki naszych pacjentów do innych grup badanych kwestionariuszem SCL-90, musimy zdawać sobie sprawę, że nasi pacjenci dopiero po terapii uzyskują taki poziom nasilenia objawów psychopatologicznych, jaki inni alkoholicy w placówkach odwykowych w całej Polsce mają zazwyczaj na starcie - rozpoczynając terapię placówkach odwykowych. Obrazuje to, jak wiele mają jeszcze do zrobienia w sprawie swojego zdrowienia. Oznacza to także, że terapia w OTU Izby Chorych i Pogotowia „Monar” jest dla nich dopiero początkiem drogi do trzeźwienia, rozwiązywania problemów emocjonalnych i uzyskania pełnego zdrowia psychicznego. Trzeba też wziąć pod uwagę, że nasi pacjenci oprócz pracy nad swoim trzeźwieniem, muszą stawić czoła swoje trudnej sytuacji życiowej – bezdomności i bezrobociu.


Utrzymywanie abstynencji pół roku po terapii



Pół roku po terapii możemy oceniać jej efektywność jedynie w odniesieniu do pierwszej , 16 osobowej grupy pacjentów, którzy ukończyli terapię w styczniu 2004 roku. Jest jeszcze za wcześnie, by brać pod uwagę kolejne grupy pacjentów, którzy zaczęli terapię po tym terminie.

Oceniając efektywność terapii w odniesieniu do pierwszej, 16-osobowej grupy, która ukończyła terapię w styczniu 2004, stwierdzamy, że większość z nich – 63% (czyli 10 osób) - utrzymywała abstynencję. Jedna osoba miała sporadyczne kontakty z alkoholem. Pięć osób (31%) albo wróciło do podobnego picia jak przed terapią, albo nie mamy żadnych danych, by przypuszczać, iż piją mniej. Dla porównania - badania IPZ dotyczące bezdomnych alkoholików wykazały, że pół roku po terapii abstynencję utrzymuje 17% bezdomnych9.

Sytuacja życiowa pacjentów pól roku po terapii

Sytuacja mieszkaniowa



44% naszych pacjentów pół roku po terapii znalazła sobie miejsce zamieszkania. Część znalazła pracę z zakwaterowaniem, inni wrócili do rodziny. Jedna wynajęła pokój i jedna osoba wróciła do swojego domu. Z kolei 31% naszych pacjentów pozostało w schroniskach dla bezdomnych, na ogół podejmując przy tym pracę, albo w samych schronisku, albo poza nim.

O 4 pacjentach (25%) nie mamy żadnych danych o ich miejscu zamieszkania. Należy liczyć się z tym, że część z nich pozostała bezdomna i mieszka na dworcu, na działkach lub kanałach kanalizacyjnych.


Źródła utrzymania pacjentów po terapii



Większość naszych pacjentów (69%) znalazła pracę lub inne źródło utrzymania. Prawie połowa pacjentów (44%) pół roku po terapii miała legalną pracę, z ubezpieczeniem zdrowotnym i emerytalnym. O pięciu osobach nie mamy danych – należy liczyć się z tym, że są bezrobotne. Pozostałe pracują na czarno lub, ze względu na wiek i stan zdrowia, mają rentę lub zasiłek socjalny.

Praca pacjenta – „Wpływ picia alkoholu na moją bezdomność”

Praca napisana pól roku po terapii.

To, co najbardziej wpłynęło na moją obecną sytuację bytową, życiową i duchową, to fakt picia alkoholu, który zażywałem w bardzo dużych ilościach. Nie radziłem sobie nigdy z emocjami, tak z negatywnymi, jak i pozytywnymi. Co tak naprawdę powodowało moją chęć picia? Uzależnienie - na pewno. Lecz gdy spojrzę wstecz i patrzę na siebie, widzę roztrzęsionego, bojaźliwego małolata, który nie wie, co ma ze sobą zrobić? Dokąd iść? Jak dalej żyć? Kim jestem?

Często te pytania zadawałem sobie przed sięgnięciem po pierwszy kieliszek. I przychodziła ulga, lecz gdy więcej piłem i piłem, znowu pojawiały się te pytania ze zdwojoną siłą. Dodatkowo zakończone jeszcze jednym pytaniem – „Boże, po co ja piję”? I tak zacząłem brnąć w swoją bezdomność. Nie interesowałem się swoim bytem i tym, gdzie będę mieszkał. No bo gdy piłem, wystarczało to wszystko dookoła, co mnie otaczało. Tak w swoim nierzeczywistym świecie brnąłem na samo dno, tracąc rodzinę, znajomych, uczucia.

Teraz, w okresie trzeźwienia, gdy terapia uświadomiła mi, jak wiele straciłem przez picie, wiem, że tak bardzo uzależniłem się od bycia bezdomnym, że w zasadzie nawet, gdy legalnie pracuję, nie doskwiera mi ta sytuacja [że pozostaję bezdomnym]. Dlaczego? Pewnie dlatego, że straciłem poczucie człowieczeństwa i nie mogę odnaleźć się w normalnym społeczeństwie. Czy długo to będzie trwało? Chciałbym zmienić ten stan. Pracuję i staram się być normalnie funkcjonującym człowiekiem. Lecz znowu emocje, które stopują mnie, a ja nic z tym nie robię, bo tak naprawdę myślę, że sam sobie poradzę. A wcale tak nie jest, tylko ta cholerna duma moja.

Nie jestem w stanie „przebić” siebie, aby zwrócić się o pomoc. Gdzieś w zakamarkach mojej podświadomości zakorzenione jest, że przecież stać mnie samemu coś z tym zrobić. Lecz to znowu tylko moja teoria. A cały czas pogłębia się moja bezdomność. Jestem w impasie. Stoję, i nadal nic nie robię. Czego szukam? Nie jadę do Rodziny, bo znowu moja fałszywa duma mi nie pozwala na przełamanie lodów. Zresztą też niechęć ludzka do takich jak jama ogromne znaczenie w sytuacji, w której jestem. Także moja nieufność powoduje takie reakcje ludzi na moją osobę. Wiele lat picia oraz bycia samym spowodowało u mnie takie zachowania do dziś.

Gdy terapia zaczęła dawać mi pełny obraz rzeczywistości, w jakiej jestem, zacząłem rozumieć, że moja bezdomność jest moją zasługą i moim osiągnięciem, że nie daję sobie szansy na zmianę tej sytuacji, że ranię sam siebie, co miało wiele razy oddźwięk u terapeutów, którzy mi pomogli się otrząsnąć. W moim uzależnieniu i chorobie z pomocą innych można zmienić swoje życie i odbudować – w jakiejś małej części – swoją prawdziwą godność człowieka, aby wyjść z bezdomności.

Czy będę w stanie tak faktycznie zmienić swoje życie? Na to pytanie odpowiem sobie, gdy to osiągnę. A czy to osiągnę? Nie wiem, jak będę dalej pracował nad tym wszystkim i czy zwrócę się o pomoc. Czy pojadę do Rodziny? Nie wiem.

Czuję ból i rany zadane mi przez moje picie. Nie mogę powstać. Gnębi mnie moja nieudolność i braki silnej osobowości. Przez to też moje obawy rosną o to, że mogę zapić. Bo najgorsze jest to, że wracają pytania bez odpowiedzi. Bo zaczyna się pojawiać poczucie bezsensu tego wszystkiego, co dotychczas osiągnąłem. Bo nie mogę poradzić sobie już ze swoją nieodpowiedzialnością. Obawiam się zniweczenia mojej chęci do dalszego trzeźwienia, ale także pracy terapeutów, którzy właśnie w swoim wysiłku starali się mi przekazać wszystko to, co najlepsze dla mojego życia. Jeśli tego chciałem i robiłem wszystko, aby realizować w części program trzeźwienia ze wszystkimi problemami i radościami, to dlaczego znowu zadaję sobie te wszystkie pytania...?

Jestem Wam wdzięczny za pomoc.

Grzegorz AA


1 Analiza wyników w dalszej części raportu

2 Grażyna Płachcińska, Zacząłbym się leczyć. „Świat problemów” czerwiec 2000r

3 Marek Jażdzikowski, Syndrom bezdomności. „Świat Problemów”, nr 6 (89)/2000.

4 Bogusław Włodawiec, Portret pacjenta. "Świat Problemów", nr 6/1997.

5 III Raport Specjalny dla Kongresu USA. PARPA, Warszawa 1995, ss. 16-20 i 28-29.

6 Sabina Nikodemska, Bezdomni pacjenci lecznictwa odwykowego. „Świat Problemów” nr 6(89)/2000.

7 tamże

8 tamże

9 Sabina Nikodemska, Bezdomni pacjenci lecznictwa odwykowego. „Świat Problemów” nr 6(89)/2000.